Względność miasta

czarny/ 15 kwietnia, 2021

Wiedział już, że do końca życia będzie kulał. Jechał autobusem i patrzył na miasto wieczorem. Oczywiście, znikąd nagle pojawiła się sala gimnastyczna a w niej wysoko skaczący i podskakujący młodzieńcy. Ja już nigdy tak nie będę – pomyślał, a potem się uśmiechnął, bo była to jak najbardziej przewidziana myśl. Jak owoc wzorcowej manipulacji, oczywista aż do krańców. Pomyślał też, że w jego przypadku czas po prostu przyspieszył i wysłał na przedwczesną sędziwą starość, nie dając jednak w zamian ni mądrości, ni czegoś. Co dziwne – nie doszedł do wniosku, że to niesprawiedliwe – jedyne co zrobił, to lekko zmrużył oczy.

Miasto poruszało się powoli w oknie autobusu i każdy jego przesuwający się fragment był prawie czarny. Albo może – prawie szary. To w końcu względność, a względność informuje nas o tym, że nie wiemy wszystkiego. Względność jest echem pewnej potęgi, która nie życzy nam całkowitego poznania. Życzy nam prawdy, która jest właściwą proporcją. Pomyślał, że owa potęga ma do tego prawo – całkowite poznanie to przecież zbyt wiele, jak na chorego. Jedna krótsza noga a druga dłuższa – proporcje. Proporcje zostały przywrócone, tak najwyraźniej powinno być. Od tego należy zacząć.

Na końcu autobusu kontroler biletów, który niedawno wsiadł, przeczesywał po kolei wszystkich uczestników podróży. Czekał, aż podejdzie do niego, przygotował bilet. Nikt jednak do niego nie podszedł.

Jeszcze nie tak dawno by uznał, że bilet się zmarnował.

6 Comments

    • Dzięki. Jak napisałem Ani – dalszą częścią jestem ja. Jednak są dalsze krótkie notki. Może je zepnę w jakąś całość w odcinkach? To może być dobry pomysł, by nie przepadły…

Add Comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *