Wyrzut sumienia czy poczucie winy? Plebiscyt

czarny/ 12 kwietnia, 2021

W mojej pracy są dwie ekipy pracowników fizycznych. Są ze sobą skłóceni. W grę wchodzi jakieś podpieprzanie, jakieś donosy, cholera wie, co jeszcze.

Obydwie grupy są dla mnie bardzo miłe i uprzejme z tym, że niektórzy są bardzo uprzejmi a inni normalnie uprzejmi. Niektórzy są nawet, rzekłbym, oschli.

No to bardziej lubię tych bardziej uprzejmych.

Jednak dziś pomyślałem sobie, że przecież nie wiem, kto donosił na kogo. Może ci oschli są pokrzywdzeni i dlatego z taką nieufnością patrzą na wszystkich innych? A może nie, może właśnie oni coś zawinili.

Jako osoba stojąca z boku (właściwie to siedząca z boku) traktuję wszystkich jednakowo i dla wszystkich jestem miły i uprzejmy.

Nie wtrącam się w wojny podobnie, jak Szwajcaria. Nie mam jednak grubego złota w swoich bankach i być może za jakiś czas, dłuższy, krótszy lub średni zostanę w wojnę uwikłany. Po której wtedy stanę stronie?

Takie rzeczy spotykają nas na niemal na co dzień. Jesteśmy wpasowywani w różne opcje konfliktu, często wbrew naszej woli. Konflikt jest tak bardzo obecny między nami, że pewnie już nie wyobrażamy sobie życia bez niego. Czy zawsze tak było i czy zawsze tak będzie? Ile rąk zostałoby uciętych, gdyby za ucięcie ręki można było dowiedzieć się najprawdziwszej Prawdy? Czy oddałbym swoją?

A ja przecież znam Prawdę, nie muszę dawać sobie ręki obciąć, żeby jej dostąpić. Niestety, niewiele z tego wynika. I tak jestem wsadzany pomiędzy różne mordobicia i często nie wiem: pomóc temu A, pomóc temu B, wstrzymać się, czy po prostu spieprzać? Zabawne jest też to, że zwykle, gdy dokonam już wyboru i tak coś mnie męczy w środku, że źle zrobiłem, nie tak zrobiłem, skrzywdziłem kogoś, niesprawiedliwie oceniłem. I tego typu głupoty. Czemu tak się męczę? Myślę, że nie potrafię odróżnić strony lewej od prawej czyli – choć znam Prawdę – omijam ją przy każdej okazji. Coś mnie męczy w środku a ja nie wiem, co to dokładnie jest… Wypadałoby odróżnić wyrzuty sumienia od niezdrowego poczucia winy, jak mawiają. Świetnie. Oto zadanie na najbliższy rok. Na najbliższe dziesięć lat.

Obecnie plan jest taki, by Polak poczuł się odpowiedzialny za wybuch II Wojny Światowej, za udrękę Żydów i za ciężką dolę homoseksualistów. Ja oczywiście odrzucam tę odpowiedzialność. Niewiele więcej mogę zrobić, ponieważ jej absurdu, jej nieprawdopodobnej irracjonalności nie umiem w żaden sposób nazwać – moje słownictwo i wyobraźnią są tu zbyt płytkie. Odrzucam więc ją po prostu i jestem z tego idiotycznie dumny. Jakbym skwarkę liznął. Czytam Szkołę Nawigatorów oraz Baśnie więc się znam, więc sobie wiem – tego typu myśli budują moje poczucie rzeczywistości. A obecnie przyszło mi do głowy, że to wcale nie jest takie proste. Narzucone z zewnątrz poczucie winy (bez względu na to jak głupie), któremu się przeciwstawiam wcale nie znika. To znaczy nie znika ta dziura, którą ono stworzyło. Dziura jest i czeka na lokatora. Zamiast więc win, które intelektualnie jestem w stanie bez problemu odrzucić (wypuszczanych jako, nazwijmy to, sztuczne race), przyjmuję inne. Szukam innych win, ponieważ muszę czymś zapełnić tą dziurę. I oczywiście znajduje je, mniej lub bardziej pokrętne i spaczone, wchłaniam je i mocuję się z nimi, jak chuderlawy zapaśnik.

O co mi chodzi? O to po prostu, że zwykłe odrzucenie kłamstwa to zbyt mało. Wystrzelone we mnie kłamstwo, które widzę, zawsze spowoduje moją reakcję. Albo się uchylę, albo będę trzymał gardę, z patriotycznym kotylionem na swetrze – zareaguję jakkolwiek i to już jest pewien efekt. Spodziewany efekt, który miał na myśli wystrzeliwujący. Mówiąc prościej – każda reakcja na kłamstwo jest porażką. To dziwne stwierdzenie, ale właśnie takie przyszło mi do głowy.

Pozostaje więc pozornie jeden sposób – odciąć się od informacji (jakichkolwiek) całkowicie. Jest to jednak niemożliwe, więc dyskusję na ten temat można sobie darować.

Myślę, że sami sobie nie poradzimy. Po prostu – nie poradzimy. Musimy wycofać się do tego budynku, który stoi sobie przed bramą piekieł i z którego odpada tynk. Stamtąd się ostrzeliwać. I pielęgnować współczucie – dla nas samych też.

6 Comments

Add Comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *