Vaiana – skarb oceanu

czarny/ 19 stycznia, 2021

Bohaterem filmu jest Vaiana, córka maoryskiego wodza jednej z wysp, który jest bardzo silny i gruby. Nie chce również żadnych zmian, w swoim życiu i w swoim świecie, a najbardziej nie chce wypływać poza rafę. Bo poza rafą jest groźnie.

Żeby cokolwiek zaczęło się dziać – musi się wydarzyć coś złego. Tak jest w wielu filmach Disneya, o których napiszę jeszcze kiedyś, a co jest jednocześnie charakterystyczne dla współczesnych (nie wszystkich na szczęście) produkcji filmowych dla dzieci. Otóż na wyspę, na której żyją bohaterowie, spada plaga, polegająca na tym, że rośliny usychają a ryby nie chcą się łowić. Król wyspy jest bezradny w tej sytuacji, nie wie, co robić, właściwie nie wiadomo, na czym polega jego królowanie.

Vaiana też nie wie, co robić, ale ocean, który pełni w filmie rolę przeznaczenia, wybiera ją do misji naprawienia świata, umożliwiając jej jednocześnie poznanie mitycznego – jej „ja”.

Bohaterka filmu jest więc bohaterką z przypadku i od czasu do czasu daje wyraz swej bezradności i, co za tym idzie, niechęci do misji, którą ma spełnić. Na szczęście z pomocą przychodzą jej różne siły, czy to ten Ocean (niemy co prawda, ale posiadający „wodną rękę” która w łagodny, lecz stanowczy sposób naprowadza pełną rozterek bohaterkę na właściwą drogę); czy to jej babcia ( służąca dobrymi radami i wiedzą przodków, a w krytycznej chwili występująca pod postacią świetlistej płaszczki, napełnionej kosmiczną mądrością).

Wszystko się kończy dobrze, osiłkowaty półbóg z niskim czołem i ostrym hakiem (Maui) pomaga Vaianie jak trzeba, choć mu się nie chce, bogini Te Fiti dostaje swoje serce z powrotem, przez co zamienia się na powrót z kościstego lawowego demona w pełną zieleni, śpiącą wyspę o kobiecych kształtach a Vaiana odnajduje swoje „ja”, które wyraża się nie wiadomo dokładnie w czym – chyba w tym, że zdobywa umiejętność żeglowania i może poprowadzić swój lud na inne, na pewno piękne, wyspy.

O czym mówi ten film?

Mówi o tym, że tradycja to stagnacja. Należy więc ją przełamać, by uratować świat i bliskich. Mówi o tym, że mężczyźni są albo gnuśni, albo leniwi, albo niedojrzali, wspólną zaś ich cechą jest błazenada. Postacie pozytywne to kobiety: Vaiana, jej babka, bogini Te Fiti. Są piękne i dobre, mądre też. Mówi o tym, że jak dziewczyna wyskoczy z okna, to ocean jej pomoże i wsadzi na powrót do łódki. Mówi też o tym, że nie trzeba wiele zdziałać, by coś osiągnąć, potrudzić się wystarczy tylko symbolicznie. Myśleć też nie trzeba – ponieważ jesteśmy przeznaczeni do wielkich celów i tak i tak, a są one bardzo spektakularne i widowiskowe. Wystarczy się zbuntować i przeżywać depresyjne rozterki.

Nie ma w nim już ani słowa o miłości (nie mówiąc o małżeństwie), ani nawet o przyjaźni (tym substytucie miłości, tak promowanym ostatnio). Jest tylko człowiek – dziewczyna, bezradna wobec wszystkiego, na wpół erotyczna, samotna, sterowana przez słoną wodę, która czuwa nad nami. Wychodzi na to, że najlepiej jest podróżować, bez sensu, bo choć wyspa została uratowana, to Vaiana i tak gdzieś płynie w dal.

Wierzenia dawnych ludów (zgodnie z przyjętą obecnie tendencją) – w tym przypadku religia wysp Polinezji – są przeinaczane i przykrawane do potrzeb bajki.

Na przykład Maui dla Polinezyjczyków jest tym, kim dla Greków był Prometeusz, czyli bogiem kochającym ludzi, który przyniósł dla nich ogień, narażając się przy tym innym bogom. On, chcąc skraść także tajemnice nieśmiertelności zmienił się w robaka i wpełzł do pipki Te Fiti. Przygoda zakończyła się w ten sposób, że został zmiażdżony przez obsydianowe zęby, które były w środku tejże pipki. W filmie ta wersja została nieco zmieniona. Nie chodzi mi o to, że należy przedstawiać dzieciom oryginały maoryskich legend, ale o to, że takie regularne zmieniania wszystkiego, w co ludzie kiedyś wierzyli (i wierzą dalej) jest po prostu złe. Czy scenarzysta i producent nie mogli stworzyć czegoś całkowicie fikcyjnego? Nie, bo łatwiej jest wziąć coś, co już istnieje i ośmieszyć.

W filmie jest też ekologia, dość łagodna. Wyspa umiera, trzeba więc ją ożywić.

Nawiązanie do malarstwa Paula Gauguina, który malował Haitanki, takie lekko pogrubiałe.

Śmieszna postać to kogut – idiota. Dość ubogo. Złej postaci brak.

Co dziecko zapamięta? Że zbuntowana dziewczynka ratuje świat. Że słoneczne wyspy są piękne. Że warto podróżować. Że mężczyźni są byle jacy i trzeba nimi manipulować.

OdpowiedzPrzekaż dalej

0 Comment

Add Comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *