Szef mnie opierzył

czarny/ 2 lipca, 2021

Każdy wie, że w więzieniu siedzą niewinni. Podobnie było w moim przypadku. Też byłem niewinny i dostałem burę za kogoś innego, nazwijmy go NN (nazwisko i adres znane redakcji). W reakcji na burę przytakiwałem, odczuwałem skruchę, przyznałem rację wymownemu spojrzeniu szefa. A to nie ja!

I co teraz? Wykablować? Nie.

Nie, bo nie.

Mam zasady, proszę Państwa, na kolegów nie donoszę. Co prawda NN to nie jest mój kolega, w zasadzie nie przepadam na nim.

Jestem więc twardy i, za przeproszeniem, pałam miłością bliźniego. Z tą miłością to, szczerze mówiąc, różnie bywa, zwłaszcza jeśli chodzi o NN, ale to nic. Ważne, że nie jestem kapusiem i nie dostanę „kocówy”.

Kto wie, co to jest kocówa? Otóż  w dawnych czasach na koloniach letnich, które trwały co najmniej trzy tygodnie, gdy ktoś nie potrafił się utożsamić z grupą, dostawał kocówę, czyli był w nocy bity ręcznikami przez kolegów. Wcześniej zarzucano mu koc na głowę, by nie widział sprawców. Ręczniki można było wiązać w "buraka" (ciężki cios) lub zwijać w "marchewę" (lekki cios, większa częstotliwość). Podobnie sprawa wyglądała w wojsku z tym, że zamiast ręczników używano pasów. 
Nieznane są wyniki badań dotyczące skuteczności kocówy.

Nie wiem, czy wspominałem już, ale nie jestem kapusiem. W związku z tym zawsze mam kłopot: do jakiej kategorii zaklasyfikować opieprz otrzymany za kogo innego? Koleżeństwo? Heroizm? Głupota? Bo przecież cała sytuacja nie jest przyjemna i należy jakoś sobie z nią poradzić, gdzieś ją uporządkować, by można było zająć się czymś innym. Nie można przecież rzeczy nieprzyjemnych nosić na barana przez cały dzień nie wiedząc nawet, jak się nazywają i czym tak naprawdę są! Kolega z pokoju, gdy opowiedziałem mu o moim zdarzeniu z szefem zareagował natomiast ze spokojem, godnym pracownika Nowego Ładu.

Opieprzył cię? No to się ciesz, że poprawiłeś mu humor.

Tyle. Nic dodać. Myślę, że jest to ważny głos w dyskusji dotyczącej sensu cierpienia.

8 Comments

  1. Ciężko to sklasyfikować. Ja również należę do osób, które nie lubią donosić i też mam zawsze z tym problem

    • I właśnie mnie denerwuje najbardziej to, że mam z tym problem. Nie po to jestem ok, żeby mieć z tym problem. Przecież to jest, jak to mówią, chore!

  2. 😀 Też się zawsze nad tym zastanawiałam jak zakwalifikować coś takiego. W pewnym momencie stwierdziłam, że skoro wiem, że nie każdy podjąłby taką decyzję jak ja i w zasadzie logiczne jest, że skoro biorę na siebie cudzą winę przez moje zasady to prawdopodobnie dostane OPR to muszę wziąć na klatę konsekwencje, no bo na co człowiek liczy? Że dostanie oscara? ze ktoś wjedzie nagle i powie „STOP! Ty szlachetny człowieku! Oto dostajesz awans za zasady” 😀 no robisz dobrze to rób, nie że coś za coś.
    Nie pomogło to do końca choć czułam, że to prawda. Potem uświadomiłam sobie jak ta sytuacja jest mała i prymitywna. I w zasadzie czy ten problem w ogóle jest problemem. Czy on jest prawdziwy. Jak opowiemy przypadkowej osobie z ulicy o tym co się stało w naszej pracy to powie „nie przejmuj się”. Łatwo jej mówić. Dlaczego? Bo ta osoba nie żyje na codzień w tej fikcji. Ustrojach feudalnych. Arcyważnych przecinkach od których zależy śmierć lub życie. Papier, który ktoś raz przeczyta i potem puści w niepamięć 🙂 W miejscu pracy często towrzą się takie alternatywne rzeczywistości. Błędy każdemu się zdarzają. Taka jest prawda. Jednym bardziej innym mniej, a niektórzy po prostu lubią wycisnąć na kogoś swoje frustracje z tego powodu. Najgorzej jak ktoś zmienia do Nas stosunek z powodu jednego błędu (nawet naszego) przekreślając ciąg dobrze wykonywanej pracy. To i tak nie ma nic wspólnego z uczciwością. Największy i realny problem (bo wewnętrzny) miał tu prawdopodobnie sam opierdzielacz, bo chyba brakuje mu dystansu 🙂 więc zgadzam się z kolegą, choć łatwo być mądrym jak się nie jest opierdzielanym 😀 Pozdrawiam

    • Faktem jest, że na Oskara po cichu liczyłem. Natomiast mówiąc tak zupełnie poważnie, tak zupełnie, to trochę mnie denerwuję to, że robię rzecz – którą mam we krwi – niemal automatycznie – nie zwalam na innych. A potem muszę się sam sobie tłumaczyć i usprawiedliwiać, że nie jestem frajerem. I to jest wkurzające. Ja nie chcę Spokojowej Nagrody Nobla – chcę spokoju! Ale go nie mam, bo ktoś, nie wiem kto, wmawia mi, że być może jestem frajerem. A co to go obchodzi?

  3. Niestety takie sytuacje zdarzają się nieustająco w każdej branży. Można jedynie wybrać, czy faktycznie wziąć to „na klatę” i dostać opr za nic, czy jednak być tak zwanym kapusiem. Ja raczej nie pozwalam sobie na dostawanie po głowie za kogoś, ale sytuacje są różne.

  4. Poruszyłeś ciekawy temat. Moralny wręcz! :-)) Bo na ile byłeś odpowiedzialny za to, co zrobiłeś/czego nie zrobiłeś? Czy byłeś częścią zespołu?
    Ja bym chyba wytłumaczyła się – niekoniecznie zrzucając winę od razu na jedną osobę, kogoś określonego – choć czasem trzeba. No ale ja – freelancer mogę sobie mówić :))

    • Ja się nie tłumaczyłem, tylko kiwałem głową. Sprawa nie była poważna, więc mogłem sobie na to pozwolić. Ale to prawda : to jest dylemat moralny, na miarę naszych czasów i możliwości.

Add Comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *