Swoje sprawy męża i żony

czarny/ 18 lutego, 2021

Ja jestem mężem i mam swoje sprawy. Ona jest żoną i ma swoje sprawy. Prócz tego mamy dzieci i ich sprawy. No i parę innych wspólnych spraw.

Jeśli w którymś momencie lista męża moje sprawy i lista żony moje sprawy zacznie puchnąć i się natężać – dojdzie do kataklizmu. Małego kataklizmu typu kłótnia, lub trochę większego typu rozwód czy zabójstwo.

Wydawać by się mogło, że w takim razie należy ograniczyć listę moje sprawy – i sprawa załatwiona.

Wcale nie.

To, że nie masz z kimś o czym rozmawiać, wcale nie spowoduje milczenia między wami. To spowoduje wrzask. Wrzask na tyle mocny, że pęknie szklanka, niejedna.

Wrzask można poznać po tym, że nie da się spokojnie siedzieć i go słuchać. Tym różni się od muzyki – która w omawianym przypadku może być po prostu rozmową. Jak jest wrzask, to chce się odejść, zniknąć, przepaść w tym fotelu, łóżku, sofie, wybiec z tej izdebki, zatkać wszystkie uszy i samemu wrzeszczeć długo, długo.

Jeśli lista moich spraw zaczyna puchnąć, to znaczy, że za chwilę zaczną zatykać mi usta i będzie mi coraz trudniej mówić. Coraz mniej miejsca na wspólne tematy. Ale jeśli zgarnę je szufelką i wyrzucę do zsypu – wspólnych spraw, wspólnych rozmów nie przybędzie. Będzie tylko pustawy karton z jakimś starymi fakturami, który za chwilę znowu zacznie się zapełniać. To znaczy ja zacznę go wypełniać nowymi-starymi swoimi sprawami, albowiem nie lubię pustki. Nic to nie pomoże, po prostu.

Wspólne sprawy same nie potrafią się rozmnażać. Przypominają mi świeczkę, która stoi w przeciągu. Trzeba ciągle osłaniać ją ręką i sprawdzać długość knota. A druga ręką szukać nowej świeczki.

Gdzieś tam, na obrzeżach własnej lekkomyślności znajduję czasem lusterko, w którym odbija się światło tej świecy i które jednocześnie osłania ją przed tym przeciągiem, szlag by go trafił. Muszę tam chodzić codziennie i szukać lusterek. I świeczek. Muszę chodzić tam, gdzie przestaję być nieroztropny i ciągle, ciągle wypatrywać oczy, jak elficki zwiadowca. Codziennie chodzić na patrol. Dopóki smok nie odetnie mi nóg.

6 Comments

    • Ja w tej chwili uważam trochę inaczej. Najważniejsze, to robić wszystko samemu i czekać (czekać do końca), aż drugi człowiek się przyłączy.

  1. Ciekawy tekst. Wydaje mi się, że warto mieć wspólne sprawy, wspólnie je omawiać, wspólnie zajmować się problemami. W małżeństwie powinno istnieć już MY.

Add Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *