Recenzja debiutanci

czarny/ 16 marca, 2021

Film należy do grupy niezłe podgrupa całkiem.

Szkoda że na początku aktor grający w tym filmie głównego bohatera grafika o ciekawych pomysłach które wszyscy zlewają mówi mój ojciec jak zmarła matka po 44 latach małżeństwa powiedział że jest gejem (tu dygresja autora bloga kto wie kiedy oficjalnie po raz ostatni użyto określenie homoseksualista i nikt nie było obrażony?)

W każdym razie wystroje wnętrz są interesujące podgrupa naprawdę

Zamiast skupiać się na treści zacząłem oglądać swój pokój i przymierzać pomysły zaczerpnięte z filmu na ścianach wisiały plakaty z polskiej szkoły plakatu zauważyłem co najmniej trzy przede wszystkim plakat Kobieta razy siedem mocno wchodzący na oczy czyli miły polski akcent jeśli ktoś lubi takie rzeczy

Dialogi też są interesujące podgrupa naprawdę

Ataki na kościół katolicki i na religie katolicką dość wyważone bez ostentacji na przykład w pewnym momencie ojciec gej pisze esej na temat religii brzmi mniej więcej tak Jezus był już coraz starszy i brakowało mu sił na nauczanie i wędrówki wziął ze sobą trzech uczniów powiedział że odchodzi pomodlili się gdy obudzili się z rana Jezus już nie żył

Na to syn tego ojca geja czyli główny bohater mówi o alternatywna historia śmierci Jezusa?! a ojciec tak tak nowa bo w starej było trochę za dużo przemocy no i śmiech serdeczny tego ojca syna i kobiety która pełniła rolę sekretarki biorąc pod uwagę że ten ojciec był umierającym na raka gejem w ostatnim stadium umierania – broniącym się ze wszystkich sił przed świadomością śmierci która go nigdy nie wysłucha- jest to według mnie całkiem zrozumiałe choć szydercze

Aktorzy dobrze grają swoje role bez wypinania piersi bez spiny

Ciekawy montaż podgrupa bardzo

Wstawki dygresyjki i inne smaczki dodatkowe zdjęcia umieszczane miedzy kadrami opowiadające nam o zdjęciowej historii ameryki przedstawiony jest w tym wszystkim pewien styl życia który może inspirować człowieka pod warunkiem że jest to młody człowiek (i aspirujący – mógłby ktoś dodać)

Podam przykład bohater jeździ wieczorem po mieście razem z kumplem od czasu do czasu przystają jeden wyskakuje z samochodu i pisze sprayem coś na murze nazywają to nieposłuszeństwem obywatelskim albo uświadamianiem historycznym społeczeństwa (jakoś tak podobnie) te napisy wyglądają tak: 1985 – George Bush poznał Jezusa

Albo Jesteś zabawna i to nie jest zabawne

W innym momencie filmu taki obrazek mapka dzielnicy Los Angeles strzałka pokazuje jeden z domów na tej mapce po chwili druga strzałka wskazuje drugi dom stojący niedaleko komentarz głównego bohatera: w tym domu w roku bla bla moi rodzice już razem żyli a ja się wychowywałem zaraz obok w tym drugim domu powstała pierwsza grupa chroniąca prawa gejów a Allen Ginsberg pisał swój Skowyt i zamieszczony fragment tego wierszadzięki któremu to fragmentowi wiersz i poeta został zostali oskarżeni o obsceniczność

którzy dawali się pieprzyć w zadek świątobliwym motocyklistom i
wrzeszczeli z uciechy

i pomimo tego oskarżenia a być może właśnie dzięki niemu w roku 2005 w Nowym Yorku i innych miejscowościach obchodzono uroczyście pięćdziesiątą rocznicę pierwszego publicznego odczytania Skowytu

No i wspomniany pierwszy gejowski polityk amerykański no i wspomniany zamach na niego skończony jego śmiercią no i ładne wnętrza domów umierający ojciec gej wraz z swoim młodym kochankiem będącym z nim do końca no i ten promowany styl życia na który w piękny sposób nabierałem się jako młody chłopak czyli różne śmieszne zachowania na ulicach zaczepianie i bulwersowanie przechodniów jeżdżenie na wrotkach po hotelu wchodzenie z psem na kręgielnie choć nie można wchodzić z psem na kręgielnie

A teraz przeczytałem to, co napisałem (zalety mowy pisanej), na przykład pomysł na mowę bezprzecinkową, nawiązującą do wierszy Franka O’Hary.

I na przykład tekst: Ataki na kościół katolicki i na religie katolicką dość wyważone bez ostentacji. No i zasępiłem się. Bo oto okazuje się, że dopuszczam takie ataki, pozwalam na nie bez protestu a moja walka polega w tym przypadku jedynie na klasyfikacji. Być może jest to żałosne. Osiągnąłem etap, pułap, czy też skill taki, że jeśli jest bez ostentacji, bez chamskiego tryumfu, to wszystko w porządku i wszyscy, czyli ja, są zadowoleni. Że nam się upiekło. Że nie dosrali nam zbyt mocno. Że „tamci” okazali się ludźmi, którzy też mają swoje problemy i dlatego potrafią zachować umiar w oskarżeniach. Jak kulturalny gestapowiec z papierośnicą, który ceni sobie muzyką Schuberta. Tak „ich” traktuję. Zamiast powiedzieć idźcie precz, bo psami poszczuję zamyślam się i kiwam główką.

W tym filmie wszystko jest po coś. Nie zawsze, nie w każdym filmie wszystko jest po coś, ale tu jest. To wszystko ma opowiadać i świadczyć o wysokiej klasie pewnej grupy Amerykanów (czyli ludzi), która jest co prawda nieszczęśliwa, ale przynajmniej odrzuca to w sposób budzący sympatię. Gdy widzę takie rzeczy myślę, że nie jest dobrze.
Za pośrednictwem filmu jesteśmy namawiani do rozpaczy z klasą. Zachować klasę to podstawa bo, jak mogłoby się wydawać, cóż innego pozostaje? Słaba znajomość anatomii stworów nazywanych związkami uczuciowymi bohaterów filmu świadczy o wiecznym debiucie nas, ludzi, którzy jesteśmy nieporadni w tym, co ważne. Nad wszystkim zaś unosi się zdawalność z bezsensu życia, której nic nie przełamie. I to jest w zasadzie smutne, jednak dobrze ukryte w estetycznych wnętrzach nor i należy być mocno trzeźwym człowiekiem, by miłe pierwsze wrażenie odpowiednio zestawić z właściwym przekazem, który brzmi mniej więcej: nic was nie uratuje, robaczki.

Debiutanci, Mike Mills, 2010

7 Comments

Add Comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *