Realizować sobie

czarny/ 21 czerwca, 2021

Wydaje mi się, że nie wiem o co chodzi. Co to znaczy: realizować siebie? Co to w ogóle za określenie? Realizować, czyli zrobić, zbudować, wykonać? Wydaje mi się, że jest te określenie strasznie głupie. Ale jednocześni brzmi tak podniośle, że aż strach je pominąć.

Muszę realizować siebie. Czyli co robić? Ten czas, który jest mi dany, podzielić w ten sposób, żeby było go więcej dla mnie a mniej dla innych, tak? I korzystając z tego dodatkowego czasu robić coś, co pomoże mi… w czym? Można realizować siebie jako sprzątaczka? Albo jako budowlaniec? Wychodzi na to, że nie bardzo, realizować się trzeba robiąc coś, co nam odpowiada, czytaj: coś, na co mamy ochotę. O głupocie wymogu posiadania pasji pisałem już nie raz – posiadać pasję znaczy bowiem tak naprawdę zbijać bąki. Najczęściej. Nie chodzi jednak o to, że zbijanie bąków jest złe, ja myślę, że jest bardzo dobre, jednak warto nazwać to zbijaniem bąków albo zabawą albo radochą. Jeśli natomiast ktoś nazywa to realizacją swoich pasji, to dla mnie oczywistym jest, że chce on w ten sposób potwierdzić i usankcjonować swoje lenistwo. Lub, jeszcze gorzej – egoizm.

Bo do czego w istocie sprowadza się realizacja siebie? Gdy facet interesuje się piłką nożną – to oglądając kolejne mecze w zwiększonej ilości realizuje siebie bardziej? Czy daje w ten sposób wyraz swojej pasji? Przecież to bzdura – on się bawi po prostu, to jest zabawa, czyli odpoczynek. Czy ja pisząc ten blog realizuję siebie? Nie. Ja daję upust swojej potrzebie spisywania tego, co mam w głowie i wspomnieniach. Mam taką potrzebę, ponieważ jestem typem kolekcjonera (tak mi wyszło w jakiejś ankiecie) i lubię mieć różne rzeczy zebrane do kupy.

Myślę, że są ludzie, którzy mają pasje, jest to jednak mała grupka szaleńców, którzy są na tyle owładnięci czymś, że muszą, by jakoś żyć, oddawać temu czemuś tłuste kawałki dnia wyszarpane reszcie. Takich ludzi można poznać po tym na przykład, że są nudni dla tych, którzy nie podzielają ich pasji. I po tym, że muszą mieć przy sobie kogoś, kto ich będzie, jak to się teraz mówi „ogarniał”, to znaczy poświęcał się dla nich.

Sprawa wygląda tak: każdy by chciał, by uznano jego zabawy za rzecz poważną lub przynajmniej potrzebną. Ktoś drugi wpadł więc na pomysł, że tak właśnie będzie mu mówił, potwierdzając te dyrdymały po to choćby, by wcisnąć mu nowy, gładki strój kolarza w promocyjnej cenie. To jest, proszę Pana, bardzo ważne, że chce Pan popedałować. Proszę więc kupić rower, bidon, kask, buty, plecaczek, strój płetwonurka z nogawkami do kolan, okulary powlekane kevlarem, abonament na płyny gazowane, zegarek z pedałomierzem, GPS, dzwonek elektroniczny o dowolnej tematyce, skarpetki wodoodporne. Następnie zaloguj się, uaktywnij się, zapisz się, zarejestruj, przekaż wyniki, uczestnicz, wskaż sukcesy, dodaj plan, odpowiedz na odwieczne twoje dążenie, dążenie, dążenie dla każdego człowieka, by pokonywać trasy, dobijać do celu i pielęgnować mięśnie nóg.

Tak to wygląda z mojego punktu widzenia. Ja też lubię jeździć na rowerze. Kiedyś, jako chłopak, jeździłem sporo. Wydaje mi się, że to nie było nic, prócz jazdy. Tak to pamiętam. Że jeździłem na rowerze. Gdybym wiedział wtedy, jaką konstrukcję można wokół tego zbudować, to bym się złapał za głowę i jechał przez chwilę bez trzymanki, stwarzając zagrożenie dla ruchu.

Chodzi chyba o to, by lepiej i więcej sprzedawać. Po to są pasje i realizację. I po to też, by nie można być normalną matką/ojcem, lecz osobą podejmującą jakiś demoniczny wybór, od którego uzależni swe życie: czy się będę realizował w macierzyństwie/ojcostwie, czy też nie. Jeśli tak, to super – zostań matką. Jeżeli nie, to też super – pod żadnym pozorem nie zostań matką, bo to ci złamie życie.

5 Comments

  1. Realizowanie siebie stało się dziś modne i trendy. Każdy się w czymś realizuje, ale czy naprawdę to robi i wie po co to robi? CHyba nie zawsze

  2. Realizowanie siebie polega po prostu na tym, że człowiek poświęca swój czas na rozwijanie i działanie w kierunku, który sprawia mu autentyczną RADOŚĆ. Nie kumam dlaczego komukolwiek to przeszkadza, ale okej. Może powodem jest fakt, że oglądanie meczu nie jest realizowaniem siebie, bo polega na byciu biernym obserwatorem, a nie realnym działaniu w ukochanym kierunku. Realizacją mogłoby być rozwijanie pasji nauki gry w piłkę. Uczęszczanie na treningi. Może dlatego wylano taki hejt na coś tak pięknego. Spłycanie też takiego zjawiska do gadżeciarstwa, które tak naprawdę tylko oddala od działania (bo jak chcesz coś robić to robisz, a nie obkupujesz się z każdej strony). Znowu hejt na ludzi, którym się „chce”. No, ale to chyba naturalne w społeczeństwie. Jak zaczynałam biegać to także byłam obgadywana przez 50- letnie koleżanki, że „po co się tak katować” mimo że mi sprawiało to radość, wiem dlaczego. Bo im się po prostu nie chciało, ale wiedziały, że to co robię jest zdrowe i dobre dla mojego ciała, ale łatwiej jest kogoś objechać niż samemu ruszyć dupsko 😉 jaki cel ma realizowanie siebie dla społeczeństwa? ŻADEN. I to jest właśnie w tym najlepsze, że przeznaczasz garstkę czasu wyłącznie na swoją przyjemność w tym swoim jednym jedynym życiu, którego nikt Ci nie zwróci 😉 Pozdrawiam

    • Chodzi właśnie o radość i o realizacje siebie. Myślę, że to mogą być dwie przeciwstawne rzeczy, natomiast obecnie samorealizacja jest przedstawiana jako warunek niemal konieczny do radości. I to prowadzi często do nicnierobienia podnoszonego do pułapu wielkiej wartości w szczęściu. Czyli założenia są piękne a w praktyce wygląda to marnie. A koleżanki? To zwykła zazdrość, może nawet zawiść i mówić tu nie ma o czym. Bieganie jednak wcale nie musi być dobre, jeśli w ten sposób wybiega się zbyt często w domu 🙂 Mam znajomego, który tak się skupił na realizacji siebie poprzez bieganie, rower, koszykówkę i inne cuda – że jego żona musi siedzieć w domu i zajmować się dziećmi. Mąż zrealizowany jak jasna cholera, a żona ogarnia życie.

Add Comment

Skomentuj czarny Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *