Porządek z książkami

czarny/ 10 czerwca, 2021

Kiedyś czytałem bardzo dużo. Były to książki przygodowe. Jako dzieciak. I, trzeba przyznać, było wspaniałe. Potem, stopniowo, z zacięciem, zacząłem przerzucać się na książki ambitne. Ambitne to znaczy takie, które muszą znać pretendenci do szpanu w towarzystwie. Co prawda, w moim towarzystwie prawie nikt nie czytał takich książek, ale i tak miałem z tego radochę. Co warte odnotowania – niektóre z nich również mi się podobały. Wtedy też nauczyłem się kupować książki.

Następnie czytanie ograniczyłem do mniej więcej trzydziestej strony danego dzieła. Odkładałem książkę na półeczkę, gdzie dyskretnie świeciła matowym grzbietem i było to dla mnie zamiennik trzech pasków adidasa. Lepszość. W dalszym ciągu kupowałem jednak książki, ponieważ myślałem: wspieram wydawców, niech mają za swoją robotę.

Jeszcze później przestałem niemal w ogóle czytać i przestałem kupować. Raz, że nie miałem za bardzo czasu a dwa, że skończyło się miejsce na ścianach. Trzeba tu jednak zaznaczać, że miałem z tego powodu (nieczytania i niekupowania) różne zgryzy moralne. Czułem niepokój, jakbym robił coś niewłaściwego, coś zawalał. Zacząłem więc sporządzać tabele, w których umieszczałem pozycję będące, że tak powiem, musowymi do czytania w przyszłości. Kiedyśtam. Byłem wtedy – a widzę to teraz – rozdarty, zawieszony pomiędzy trzema punktami: radością, hipotetycznym obowiązkiem i uczuciem niedosytu. Odzyskany czas natomiast wypełniałem sprzątaniem mieszkania, jak gdybym musiał próbować coś układać, gromadzić i weryfikować.

No i w końcu zostało mi wytłumaczone (Coryllus), jak sprawa wygląda z pisaniem, czytaniem i kupowaniem. Kamień z serca. Odeszły moralne zawały. Uświadomiłem sobie, że w momencie, gdy przestałem czytać książki przygodowe, poddałem się sam swojej głupocie i ambicji i nie czerpiąc w zasadzie z tego żadnej przyjemności – odwalałem po prostu nakręconą i zadaną mi z góry pańszczyznę. Literatura jest w zasadzie propagandą, państwową, organizacyjną, koncernową, mniej lub bardziej ukrytą, bardziej lub mniej bezczelną, ale niemal zawsze kłamliwą. To jest prawda, którą trudno przyjąć zwłaszcza, jeśli czytało się tego setki i poświęcało na to tysiące godzin. Bardzo trudno przyjąć tą prawdę, to jest trochę tak, jakby rodzice powiedzieli ci, gdy masz o18 lat, że nie są twoimi rodzicami biologicznymi, bo znaleźli cię w rzece, gdy płynąłeś w wiklinowym koszyku, i przygarnęli. Ale to inny temat.

Obecnie znowu czytam i kupuję książki. Ale wybieram je według innego klucza. Znam nazwiska tych, którzy są wg mnie mądrzy i interesuję się tym, co polecają. Znam również miejsca, gdzie mądrzy przychodzą. Weryfikuję, sprawdzam, czytam o autorach, węszę (jeśliby by przyjąć, że szkoła jest po to, by czegoś uczyć – postulowałbym wprowadzenie przedmiotu „weryfikacja źródeł”, bo wobec miliardów pozycji najważniejsza okazuje się umiejętność szukania). Niektóre z wybranych pozycji porzucam – jeśli mnie nie zaciekawiają, inne kończę i mam poczucie żalu, że już koniec. Czyli jest tak, jak powinno być. W dalszym ciągu jednak sprzątam.

Mam nadzieję na porządek.

5 Comments

Add Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *