Płytki na wymiar i płytki sen

czarny/ 18 czerwca, 2021

Nie tak dawno wykonałem remont na swoim mieszkaniu. Mieszkaniu wyszło to na dobre i mnie w sumie też choć, jak to mówią węglarze: strach był. Dodam nawet, że słabo spało mi się w przednoc tego zamieszania. No cóż, nie jestem tytanem prac wykończeniowych.

Remont ten był właściwie remoncikiem, a nawet remontuniem, wykonywanym w piątek i sobotę, bez specjalnego pylenia ani telefonów od sąsiadów, toteż nie miałbym o czym pisać, gdyby nie pewien dialog.

Otóż podczas trwania prac moja córka (starsza) w pewnym momencie powiedziała:

– Szkoda, że nie można dmuchać koła i podkradać szynki jednocześnie.

Wyrwany z transu spytałem:

– Ale co?

Moja córka (starsza) jest zwolennikiem wędlin. Lubi je zjadać w różnych momentach życia, choćby czekając na zaplanowany posiłek typu obiad. Lub po prostu przechodząc obok lodówki. Nazywa to podkradaniem, ponieważ wie, że my, rodzice, widząc to będziemy marudzić:

– Nie jedz teraz, poczekaj na …(tu wstawiamy aktualny zaplanowany posiłek)), bo potem nie będziesz głodna, jak będziemy jeść.

Moja starsza córka zdaje sobie sprawę, podobnie jak my, że nasze marudzenie jest w tym przypadku pozbawione uzasadnionych przesłanek orzekania. Wszyscy przecież wiemy, że i tak będzie głodna i zje wszystko, co dostanie. Nie zmienia to jednak ani trochę naszego przekonania że, marudząc w ten sposób, troszczymy się o nią.

– Nic nic, powiedziała starsza córka, kontynuując rozmowę.

Tu muszę zaznaczyć, że byłem wtedy zły, to znaczy zezłoszczony. Przed chwilą źle, to znaczy krzywo, przyciąłem płytkę, którą miałem wpasować we właściwe miejsce i ta płytka za cholerę nie chciała w nie się zmieścić. Przypisałem więc bez wahania winę za złe docięcie mojej córce, która wyrwała mnie z transu. Co prawda, wyrwała mnie pół minuty po tym złym, to znaczy krzywym docięciu ale, proszę sobie wyobrazić, nie przeszkodziło mi to wcale.

– Jakie koło?, burknąłem.

Moja młodsza córka lubi bawić się czasem dmuchanym kołem do pływania, wyobrażając sobie, że pływa po jeziorze. Na kole namalowane są Elza i Anna. Trzeba więc, od czasu do czasu nadmuchiwać Elzę i Annę, by dziecko mogło się w spokoju pobawić. Zwykle wykonuje to ojciec, czyli ja, ale tym razem ojciec był zajęty.

– Nic nic, odpowiedziała starsza córka.

I na tym dialog się skończył. Dociąłem porządnie płytkę. Przyszła mama i zrobiła obiad. Młodsza córka jadła obiad w nadmuchanym kole zamocowanym na biodrach. Starsza córka najpewniej i tak zwędziła przed obiadem kawałek szynki. Kocica spała w połowie na słońcu i w połowie w cieniu. Historię tę opowiadam po to, bym ją zapamiętał, bo jest cholernie bardzo dla mnie ważna, i dla was też.

7 Comments

  1. Fajnie się czytało tą historię, u mnie też niedawno trwał remont i wiem już z doświadczenia, ze nie nawiązuję rozmowy kiedy fachowiec przycina płytki, bo może być pomyłka 😀

  2. Super mi się czytało tą historię zwyczajnie niezwykłą 🙂 tym bardziej, że jestem z typu cichych podkradaczy pęku natki pietruszki do rosołu, którą nim się obejrzę zjadam w całości – na szczęście bez świadków. To musi być ogromne szczęście mieć taką ekipę <3 🙂

Add Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *