Pedofil w czarnej sukience

czarny/ 19 lutego, 2021

Jeśli chcesz komuś dosrać, rozbijając mu na przykład małżeństwo, to co robisz? Przecież nie mówisz mu: Ej, twoja żona się puszcza. Albo: Hej kochana, twój stary to dziwkarz. Mówisz: Nie uwierzysz, ale widziałem twoją żonę na mieście z jakimś facetem. Szli sobie. Albo: Hej kochana, twój mężunio ostatnio jakoś tak dba o siebie trochę bardziej, taki wypachniony…

Ksiądz gwałcił nieletnich. Chłopców, wiadomo (co oni mają z tymi chłopcami?). To znaczy, właściwie był oskarżony o gwałt na nieletnich, ale go uniewinnił zwykły sąd. Czyli nie gwałcił. Współżył, homoseksualnie współżył (tolerancja – normalna sprawa), ale za zgodą współżyjących, więc to nie gwałt. No, ale coś tam było. W dodatku drugi sąd uznał, że jednak trzeba sprawę rozpatrzyć ponownie. No, ale się przedawniła sprawa i ksiądz umarł. To znaczy, najpierw się przedawniła, a potem umarł. Czyli, w tak zwanym świetle prawa ksiądz był niewinny.

Ten mąż, który może być też żoną, gdy wysłucha takie słowa, że jego, tfu, partner gdzieś tam z kimś łazi i coś robi, zaczyna się zastanawiać. Potem usłyszy podobne słowa, choć trochę inne. A potem jeszcze inne. I wszystko jest coraz bardziej chwiejne, jak spróchniały patyk wciśnięty w piasek.

A sąd kościelny? W innym świetle prawa, bo chodzi o prawo kanoniczne – ksiądz był winny, bo ksiądz nie może współżyć. Tak powiedział Trybunał Metropolitalny w Szczecinie. Ale ksiądz się odwołał. Pytanie: miał prawo? Ja myślę, że miał. Miał i się odwołał. Kongregacja Nauki Wiary przyjęła to odwołanie. I nie wydała wyroku. Czyli, w zasadzie, według prawa kanonicznego też był niewinny. Warto tu wspomnieć, że rok przed wyrokiem ze Szczecina ksiądz i tak został odsunięty od wszystkiego, prócz prac administracyjnych (czyli takich, w których mogą uczestniczyć świeccy). A w końcu został też odwołany od tych innych spraw, świeckich, w których był jakąś szychą. Mówią, że to dlatego, że biskup porozmawiał z jego ofiarą. To znaczy – rzekomą ofiarą, bo nie ma żadnego wyroku. Biskup mówi, że odwołał go, bo był bardzo chory i nie nadawał się. Chory? Może i był chory, przecież zaraz zmarł na tą chorobę.

Gdy już mąż/żona jest odpowiednio nasłuchany i podejrzliwy, zaczyna zauważać, że wiele rzeczy i tak go denerwuje w jego/jej mężu/żonie. Może więc wzrosnąć częstotliwość kłótni, albo milczeń, albo czegoś innego złego, i tak dalej. Może, ale nie musi – różnie bywa. Jak ta sprawa się skończyła? – nie wiem, to przecież fikcja, można domalować dowolne zakończenie i dowolnie je usprawiedliwić.

Obecnie, w sprawie księdza, ludzie dzielą się na dwie grupy: jedni pomstują, drudzy biją się w pierś. Że tak długo, że tak źle. Nikt nie broni trupa. Choć w świetle dwóch praw jest niewinny. Dostało się jeszcze biskupom, sprawa przekazana do Watykanu, jakieś odwołanie z piastowanego stanowiska pewnie będzie… Albo i nie… Myślę, że można jednak powiedzieć, że upokarzanie Kościoła, by wbił się w pokorę, ma się dobrze.

Ja, jeśli podejdzie do mnie znajomy (którego nie lubię, bo wiem, że to śliski facet) i z troską oznajmi, że moja żona gadała z jakimś mężczyzną (niski głos, sam słyszałem) przez telefon i była cała rozpromieniona, to mu odpowiem, żeby przestał. Powinienem dać mu po mordzie, od razu, bez słowa, ale nie nadaję się na takie cyrki. W dodatku, czasy już nie te.

Sprawa z księdzem śmierdzi na kilometr. Dlaczego tak długo to trwało? Był osłaniany, przydawał się na coś? Dlaczego akurat teraz wybuchło, skoro ciągnęło się tyle lat? Dlaczego w tym momencie? Może wcześniej nie wiedzieli po prostu. A może dostali cynk, że facet niedługo umrze i trzeba się śpieszyć, bo gdy umrze, to efekt będzie słaby..? Naprawdę nie wiem. Nie wiem. Ale czemu mam wiedzieć właściwie? Tego nikt mi nie powiedział. Bóg wie. I sędzia świecki też powinien wiedzieć. I kościelny sędzia też. Może to mi powinno wystarczyć? Tego też nie wiem.

Ale, jeśli tefałen tak o mnie, katolika, się troszczy – to mogę z czystym sumieniem powiedzieć – idź już, bo psami poszczuję. Bo na pewno się o mnie nie troszczy. Nie troszczy się o Kościół, tylko chce go rozbić. Wielu jest takich, którzy chcą rozbić Kościół. Wielu ludzi, wiele instytucji. W sumie to dobra wiadomość – bo coś tam wiem na sto procent, czegoś tam jestem pewien. A ja bym chciał, by Kościół był piękny i potężny, bo jestem katolikiem, bo zależy mi na Kościele. Chciałbym też znać prawdę, ale taką prawdziwą – nie wiem jednak, czy uda mi się ją poznać. Jednak nie chcę swoich osobistych żalów, animozji, niezgód i lenistwa przenosić ponad ogólne oceny. To znaczy, uważam, że nie mam prawa czekać na potknięcia, na grzechy innych i tym samym usprawiedliwiać się z siebie. Zawsze mogę pomodlić się za grzesznika, lub domniemanego grzesznika i liczyć na sprawiedliwość, która nie do mnie należy. Nie do mnie.

0 Comment

Add Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *