Obżarstwo cenzurowane

czarny/ 22 czerwca, 2021

To jest pierwszy grzech, stosowany już w Raju, przed naszą erą.

Jeść zdrowo, smacznie, ekologicznie, ekonomicznie, wartościowo, dobre kalorie, dobry cholesterol, smukłe węglowodany, nie krzywdzić zwierząt za bardzo, smacznie jeść, wykwintnie jeść, mądrze jeść, powiedz mi co jesz a ja ci powiem kim stworzył cię Bóg, dieta śródziemnomorska, dieta-cud, dieta wegańska, prosto z Indii, ładnie podane jedzenie, kulturalnie, bez konserwantów, bez cukru, obficie i skromnie.

Obżarstwo polega na nie na tym, że się je za dużo. Polega na tym, że się przykłada do jedzenia zbyt wielką wagę. Sposób na życie. Zbyt wielką wagę przykłada się do swojego smaku, do swojego zdrowia, do swojej sprawności. Obżarstwo może polegać na tym, że się je za mało. Wielki bęben, mały bęben. Diety to wielu przypadkach obżarstwo. Obżarstwo nie ma nic wspólnego z ilością ani z jakością. Ma natomiast wiele wspólnego z żądzą.

Wydaje nam się, że obżarstwo należy się człowiekowi, jak psu buda. Że to jest normalne, że codziennie mam do wyboru co najmniej kilka rodzajów posiłków, a ich spożycie zależy jedynie od mojej chęci. Przy okazji ileś tam dzieciaków dziennie umiera gdzieś z głodu. Ale co ja mogę? No co ja mogę? Poproszę więcej sosu.

Jedzenie nas przytłacza, spłaszcza punkt widzenia. Tracimy orientację. Nie widzimy swoich stóp.

Co ja gadam? Dlaczego ja tak w ogóle pisze? Czego się czepiam? Jedzenia się czepiam, głupi jestem?

Nie jestem głupi. Jestem głodny. Mam ochotę zjeść kiełbasę z czosnkiem, do świeżej, miękkiej i pachnącej kromki razowego chleba, przykryć to wszystko majonezem i popić chłodnym piwem. Może być nawet bezalkoholowe. A potem już, z uspokojonym brzuchem patrzeć w świat tam, gdzie nic się nie dzieję.

Ale jednak coś w tym jest, coś chyba w tym jest… przynajmniej ja widzę tu coś złego, co czai się poza naszym smakiem i czeka, by skoczyć. I coś zabrać.

6 Comments

  1. Mam wrażenie, że coraz częściej życie wielu osób kręci się wokół jedzenia. Musisz coś zjeść, bo inaczej nic nie osiągniesz…

      • Gorzej, jak ktoś je dużo i nadal tego wielkiego sukcesu nie widać… może to przez ten bęben, o którym napisałeś? 😉 A tak na serio, jako osoba borykająca się z różnymi zaburzeniami związanymi z jedzeniem powiem Ci, że to jest mądry i potrzebny tekst. I bardzo chciałabym któregoś dnia obudzić się, zjeść śniadanie na mieście i żeby to śniadanie było tylko jedzeniem. A nie milionem wątpliwości, czy powinnam, czy to zdrowe, a co jak nie schudnę, czy ktoś widzi, ocenia co mam na talerzu, jak wyglądam? itp. Uff… no takie rzeczy z mózgu od małego nam robi szkoła, media, prasa, a czasami dom i rodzina, komentująca w czasie świąt…

        • Dzięki. Słyszałem gdzieś, że obecnie są dwie kategorie książek najczęściej wydawanych. Jedna kategoria – o jedzeniu. Druga kategoria – o dietach. Nasze chęci (nazwane przeze mnie brutalnie pożądliwościami) napędzają pierwszą kategorię. Nasze wyrzuty sumienia, które w rzeczywistości są niezdrowym poczuciem winy – drugą. Jak tu wyjść z tego przedziału? Myślę, że podobnie jak przy pisaniu bloga, niezbędna jest konsekwencja. Jeśli regularnie i trochę zmagając się ze sobą nie jem słodyczy przez powszedni tydzień – to potem, w sobotę lub niedzielę, przy kawie haps! I czuję się szczęśliwy, mimo że pożarłem. Ale jeśli w tygodniu folguje sobie, to sobotnie haps! nie jest uśmiechnięte. Wygląda raczej, jak więzień obozu koncentracyjnego wepchnięty gdzieś w kąt i pożerający brukiew, którą właśnie znalazł. Tyle mojego, ale, że tak powiem, każdy ma swój kawałek brukwi. Pozdrawiam

Add Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *