Niebieski Pies i Fioletowy Kot. Przygoda nad rzeką.

czarny/ 16 lipca, 2021
Zdarza mi się opowiadać bajki dzieciom na dobranoc. Tak się złożyło, że bohaterami bajek jest dwójka przyjaciół: niebieski pies i fioletowy kot. Historyjki są wymyślane na bieżąco, toteż nie charakteryzują się mądrością, ale akcja jest wartka i trzyma w napięciu nerwowym. Lecimy.

Dawno, dawno temu, w małym miasteczku żyli sobie Niebieski Pies i Fioletowy Kot. Tego dnia, jak zwykle obudzili się z rana i zeszli na dół zjeść śniadanie.

-Pogoda dziś jest taka ładna, że chyba pójdziemy nad rzekę, zagadnął Kot.

-Owszem, odpowiedział Pies.

Po zjedzonym śniadaniu rozpoczęli przygotowania na wyprawę nad rzekę. Kot poszedł do swojego pokoju i zapakował do plecaka kąpielówki, krem do opalania, okulary przeciwsłoneczne i wielki, żółty ręcznik. W ten sposób zaopatrzony zszedł na dół, do salonu.

Czekał tam już na niego Pies. Ubrany był w nieprzemakalny płaszcz a w dłoni trzymał otwarty wielki parasol, koloru khaki.

-A miał kalosze? – pyta młodsza córka.

-Tak, kalosze też miał.

-A wiesz, że kolor khaki wcale nie jest zielony? – pyta starsza córka.

-Jak to nie jest?

-Kolor khaki to taki kolor bardziej beżowy, trochę żółty brudny i piaskowy.

-A skąd to wiesz?

-Słyszałam w radio.

Potem sprawdziłem. Faktycznie, khaki nie ma nic wspólnego z zielenią. Oznacza kolor zakurzony herbatą (he he), kolor wyschniętej ziemi, błota i curry. Była to barwa maskująca stosowana przez brytyjskich żołnierzy stacjonujących w Indiach. W języku polskim mamy więc do czynienia z dziwną kalką językową. Owszem, jest to kolor maskujący, tyle że przystosowany do naszego klimatu, stąd kojarzy się znacznie bardziej z zielenią niż z piachem.

-No i co no i co? – przerwała nam młodsza córka.

No i Kot się zdziwił. Popatrzył chwilę na Psa, ale nic nie powiedział. Wyszli na dwór i poszli w stronę rzeki.

-Dlaczego masz strój przeciwdeszczowy? Kot nie wytrzymał w końcu i spytał.

-Nigdy nie wiadomo, odpowiedział tajemniczo Pies.

No i poszli nad rzekę. Było tam już wiele zwierzątek, które też chciały trochę się poopalać i popluskać w wodzie. Fioletowy Kot przebrał się w kąpielówki, położył na ręczniku i zaczął opalać. Pies usiadł na trawie, parasol rozłożył nad głową, na głowę ubrał kaptur, nogi w kaloszach ułożył po turecku i siedział. Minęły dwie godziny.

-Nie jest ci gorąco? spytał w końcu Kot.

-Nie, odparł Niebieski Pies.

Rzeka, łączka przy rzece i kawałek plaży, na którym przebywali nasi bohaterowie, położony był w pobliżu drogi, czyli szosy. Szosa to jest taka droga, która biegnie między miastami i między wioskami i między lasami i łąkami. W czasie suszy szosa sucha – tak się mówi, żeby poprawić wymowę.

 W tym momencie mają miejsce ćwiczenia logopedyczne w wykonaniu córek. Pominę ten fragment ze względu na liczne wulgaryzmy.

Słuchajcie dalej. Nie była to ruchliwa szosa, jednak od czasu do czasu coś tam po niej przejechało. Była ona oddalona od rzeki o jakieś pięćset metrów. To jest taka odległość, którą pokonując zdążymy zjeść loda, jeśli jemy szybko.

-A Magnum też?

-Też.

Po chwili, nagle, od strony tej szosy dało się słyszeć huk, wystrzał i jakieś fajerwerki. Wielki łomot. Wszystkie zwierzęta spojrzały w tę stronę i oczom ich ukazała się wielka ciężarówka, która nie wyrobiła na zakręcie, wpadła w poślizg, odbiła się od trampoliny, która akurat tam stała i wielkim łukiem poleciała w stronę plaży.

-Ojej, powiedziała młodsza córka.

Ciężarówka nie spadła jednak na plażę, lecz trochę dalej, w rzekę. Była tak wielka, że upadając zrobiła wielkie PLUSK, aż wszystkie Króliki na plaży złożyły uszy po sobie, bo było bardzo głośno. Jednocześnie cała woda z rzeki została wyrzucona na plażowiczów.

I wszyscy strasznie zmokli. Z wyjątkiem Psa, który wciąż siedział w pelerynie przeciwdeszczowej, kaloszach khaki i pod parasolem. Tak to było.

Potem, już w domu Kot, który ułożył swoje rzeczy na piecu, by wyschły, spytał Niebieskiego Psa:

-Skąd wiedziałeś, że ciężarówka wpadnie do wody?

-Nie wiedziałem, odparł Pies.

-To czemu w takim razie miałeś parasol?

-Trzeba być na wszystko przygotowanym, powiedział w zadumie Pies i ściągnął z łap kalosze, z których wylało się na dywan mnóstwo wody.

KONIEC

-Nie opłacało się Psu tak długo siedzieć i pocić się w upale. W końcu i tak zmókł, podsumowała starsza córka.

-Ale miał takie piękne kalosze zielone! – rozmarzyła się młodsza.

6 Comments

  1. Ja moim sioatrzenicom tez wymyslam bajki,ale najgorzej jeat jak chca dwa razy te sama historie i pozniej mnie poprawiaja. Skubaniutkie pamiec maja dobra. Musze zaczac spisywać te historie 🙂

  2. Moje Siostrzenice też lubiły jak im wymyślalam na poczekaniu bajki, a teraz czekam na Synusia (za max 2 tygodnie już chyba postanowi wyjść z brzucha:D) to jemu będę wymyślac:)

Add Comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *