Nerwica następstw

czarny/ 6 lipca, 2021

Gdy zaciąłem się nożem przy goleniu, to znaczy przy ostrzeniu, żona założyła opatrunek na mój paluszek. Liczba opatrunków w gospodarstwie domowym jest liczbą, która się regularnie zmniejsza. Jeśli na przykład starsze dziecko się skaleczy i dostanie opatrunek, czyli plasterek z zającem, to automatycznie młodsze dziecko też jest skaleczone co najmniej w jednym miejscu i też chce plasterek z zającem lub przynajmniej delfinem – wiadomo. Matematyka codzienności. Żona służy do uaktualniania liczby zajączków i delfinów.

Tym razem żona kupiła opakowanie takich plasterków, które było puste w środku. Ktoś zwinął wszystkie plastry z opakowania, zamknął je i odłożył na półkę w sklepie Hebe. Zawrzałem gniewem.

Zawrzałem gniewem
i pojechałem do Hebe.

Pani w Hebe miała dwie cechy: była młoda i zdziwiona. Przez trzydzieści sekund dziwowaliśmy się wspólnie na kondycją moralną ludzkości, po czym pani z Hebe dała mi opakowanie pełne pięknych plasterków. Dobra robota, mężu. Przy okazji pojechałem do głównej siedziby Poczty Polskiej, gdzie nadałem przesyłkę, której kod był niemożliwy do odczytania w naszej wioskowej placówce pocztowej. Tutaj kod został odczytany (na drugim czytniku, bo na pierwszym też się nie udało), lecz okazało się, że żona wpisała ZŁE LITERKI!!! Zamiast L powinna wpisać M!!! Bo koperta nie ważyła prawie nic, ale była formatu A4 – więc koniecznie M! Korzystając ze swojej elokwencji oraz bogatej wiedzy ogólnej przekonałem obydwie panie w placówce Poczty Głównej Polskiej, żeby to mimo wszystko nadały. Dobra robota, mężu 2.

Przy tej samej okazji pojechałem następnie do Auchana za miastem, gdzie czekał na mnie, na moje pieniążki, przeceniony wigwam dla córeczek. Był to już ostatni wigwam na świecie. Resztę Indianie zabrali ze sobą, wyjeżdżając z kraju. Wziąłem ten wigwam w ręce z placu, na którym był rozstawiony i zaniosłem do stoiska, gdzie go nabyłem. Była to Dobra robota, mężu 3 – ponieważ ten wigwam był już oglądany przez obce osoby i nie wiadomo, jakby się to skończyło.

Trzy zadania, dwie godziny, jeden mąż – to ja! Wracam do domu, dumny i spocony. Przede mną i za mną sznurek samochodów, wszyscy kupują wigwamy lub coś podobnego, np. piłki nożne. Nagle samochód nagle przede mną zaczyna nagle ostro hamować, ponieważ samochód przed nim zaczął ostro hamować, ponieważ zbliżył się do przejścia dla pieszych, na którym stał pieszy. Udało się. Samochód nr 1 zahamował i stanął, samochód nr 2 zahamował i stanął, ja zahamowałem i stanąłem. Uff.

Coś mnie walnęło z tyłu – moja głowa i reszta korpusu poleciała do przodu i zatrzymała się na pasach bezpieczeństwa. Następnie wróciła do tyłu, wraz z korpusem. Uff okazało się nieaktualne. Mój samochód też poleciał do przodu i zatrzymał się na samochodzie nr 2, który stał przede mną. Głowa i korpus chciały znów polecieć, tym razem do tyłu, ale z tyłu było oparcie fotela i mięciutki, puchaty zagłówek. Życie. Jakieś klaksony i głośne chrzęsty, jakieś coś. I taka migawka – długie sekundy pracy mojego mózgu, który próbuje zrozumieć, co się dzieje a ja patrzę oczami na czubek wigwamu, leżącego obok.

CDN.

13 Comments

Add Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *