Nerwica następstw. Część IV

czarny/ 9 lipca, 2021

Do sprawy można podejść na różne sposoby. Oto algorytmy.

Kolumna A

-ludzie są ok

-ubezpieczyciele są ok

-samochody są ok

Kolumna B:

-ludzie mnie kiwają

-ubezpieczyciele mnie kiwają

-samochody są do dupy

Jako podsumowanie sytuacji możemy wybrać kolumnę A, kolumnę B lub wersję hybrydową, popularną obecnie (czyli np. ludzie mnie kiwają, ubezpieczyciele są ok, samochody są do dupy). Znamiennym jest, że na podstawie niewielkiego w sumie zdarzenia, jakim była stłuczka, w której uczestniczyłem, mam ochotę wysnuwać wizje całościowe i bezwzględne oceny wszystkiego, co znalazło się wokół mnie. Na przykład: na podstawie zachowania lotnego ubezpieczyciela w czapeczce jestem skłonny mniemać, że wszyscy to krętacze. A już na pewno wszyscy w czapeczkach.

Kontynuuję historię.

W celu wyceny uszkodzeń przyszedł do mnie umówiony rzeczoznawca. Wyobrażałem sobie, że będzie to suchy służbista ze ściągniętymi ustami, natomiast oczom mym ukazał się młody człowiek, który podał mi rękę i spytał:

-I jak wam się tu mieszka?

Nie wiem, skąd wiedział, że niedawno tu się przeprowadziliśmy, do tego osiedla identycznych szeregówek i różnych sąsiadów. Informacje krążą po ludziach. Miał w dłoni wielką miarę i różne elektroniczne maszynki, którymi zaczął obsługiwać nasz samochodzik. Trochę to trwało. Na koniec rzekł.

-Szkoda go. Stary, ale miał klimatyzację i dobrze się trzymał.

Potem wyjaśnił, na czym polega ocena.

-To będzie najpewniej szkoda całkowita. Jeśli samochód jest wart np. 5 000 zł. a wycena obrażeń będzie na 4 000 zł, to państwo dostaną różnicę, czyli jeden tysiąc.

I dodał:

-Ale będą państwo mogli zatrzymać samochód.

I podsumował:

-To jest niekorzystne dla poszkodowanego.

Poczęstowałem go wodą z lodem jako, że mamy adekwatną porę roku. Wypił. Pogadaliśmy chwilę o różnych innych wariantach – wszystkie były równie kiepskie.

-Szkoda go, rzekł na odchodne i pojechał.

W tym momencie do mych drzwi zapukały zgryzy moralne, weszły i rozgościły się na dobre.

Tu należy dodać, że dawno temu uczestniczyłem jako pasażer w innym wypadku, który miał znacznie ostrzejsze zęby. Żeby nie przedłużać: ledwie uszedłem z życiem. Miałem wtedy do czynienia z ubezpieczycielem firmy, która nosiła nazwę Polonia (potem tą nazwę zmieniła). Ubezpieczyciel ten sprawiał wrażenie równego chłopa. Usiadł przede mną na biurku i opowiedział mi o mojej sytuacji. Zaczął od tego, że wypadek był poważny i że bardzo mi współczuje. Potem coś jeszcze mówił, długo, przyjaznym, stroskanym głosem. Na koniec zaproponował 5 000 zł odszkodowania za straty na ciele i duszy, które poniosłem. Nie będę o tym opowiadał długo, powiem tylko, że coś mnie tknęło i wybrałem sobie pełnomocnika, który zajął się tą sprawą. W wyniku jego działania dostałem w sumie 150 000 zł odszkodowania plus ładnych parę lat nerwów. Mówię o tym po to, by Czytelnik zrozumiał mój obecny stosunek do firm ubezpieczeniowych. To są według mnie oszuści naznaczeni grubą krechą cynizmu. Tak grubą, że nie widzą spoza niej nic, nawet kolorów świata.

Wiem dość dobrze, jak mógłbym teraz postąpić. Wiem dość dobrze, co mi się należy. Wiem, na czym mogę oszukać. Co wyjaskrawić i o czym milczeć. Wiem, że firmy ubezpieczeniowe żyją z niedoszacowania strat, które ponoszą ich klienci. I co? Oszukać oszustów? Być uczciwym wobec oszustów? Zabrać oszustom i dać potrzebującym? Mogę to wszystko zrobić, ale ze wszystkim związane są koszty. Różne koszty, czas, nerwy, sumienie i takie tam pierdy.

Właściwie to wiem, jak będę działał. Szkoda mi czasu, nerwów, sumienia i pierdów. Niemniej śmiechy się skończyły. Pozostanę z gratem samochodu, który będę mógł za bezcen oddać i paroma złotówkami w kieszeni. Wszędzie tam, gdzie ocieramy się o coś śliskiego, na dłoniach pozostaje śluz. Każda szkoda, której doznajemy jest obarczona naszym wyborem, niczym wartością dodaną. Może to być zwykły wybór kolumn A lub B w tabeli algorytmów, którą powyżej, tak żartobliwie przedstawiłem. Może to być również coś bardziej rozbudowanego. Tak czy siak, śluz na rękach pozostanie. Przeprowadzam oto dialog z wężem, który siedzi w fotelu i zwilża sobie usta rozdwojonym językiem. Sprawa jest zupełnie błaha, ale on tam siedzi i patrzy, jak próbuję otrzeć dłonie o znoszonego t-sherta. Rozmawiałem z nim już wiele razy, wszyscyśmy z nim rozmawiali.

6 Comments

    • Nie zgodzę się z tym. Wszystkie firmy ubezpieczeniowe podchodzą tak samo do tematu. Różnica w podejściach zależy natomiast od wielkości kwoty: im jest większa, tym bardziej rolują.

  1. Nie miałam wiele razy do czynienia z ubezpieczalnią, ale jak już miałam to nigdy nie czułam się oszukana. Chyba kwestia świadomości swojej polisy.

    • Co to jest świadomość swojej polisy? Gdy ja nie jestem sprawcą – korzystam z polisy sprawcy, a nie swojej. Ale swojej trochę też, jeśli się o tym wie. Ale oni nie powiedzą, trzeba się dowiedzieć od kogoś, kto wie. A polisa sprawcy jest w ogóle nie znana. Znam tylko jej numer. Mogę zobaczyć ogólne warunki. Ale nikt mi nie powie, że foteliki dziecięce po każdym wypadku powinny ulec wymianie. Nawet, jeśli są nie naruszone. Bo jeśli nie zostaną zmienione – ich wykonawca nie bierze za nie odpowiedzialności. A kto ma zapłacić za foteliki (u mnie to jest wartość połowy wartości samochodu): moja firma, firma sprawcy? Firma sprawcy, ale dopiero wtedy, gdy o tym powiem dodatkowo, bo w normalnych rubrykach tabeli tego nie ma. Proponuję ostrożność.

  2. Nie miałam do czynienia z firmą ubezpieczeniową, no poza ubezpieczaniem mieszkania co roku. Myślę, że dużo zależy od samego człowieka po tej drugiej stronie, czy jest człowiekiem czy też nie.

Add Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *