Kaszuby po polsku

czarny/ 31 maja, 2021

Wyjechałem ze znajomymi na biwak. Jako, że jesteśmy już mniej więcej starzy – biwak w naszym rozumieniu to wynajęty dom na Kaszubach, 14 ha prywatnego terenu wokół, żadnych gapiów i budek z hot-dogami. A jako, że są to moi znajomi od lat – część z nich to w zasadzie moi przyjaciele. Od lat.

Było miło. Piliśmy alkohole świata, śpiewaliśmy piosenki i tańczyliśmy mniej lub bardziej dystyngowanie.

Dawno nie widziałem się z moimi znajomymi, czyli przyjaciółmi. Zapomniałem już trochę jak to jest. A jest tak, że co bym nie powiedział, jak bym nie puścił bąka, gdzie się nie rozłożył – oni to wszystko zignorują. To jest piękne.

Rozmawiałem na przykład ze starym kumplem, z którym poznałem się jeszcze w czasach studenckich, czyli w poprzednim tysiącleciu i który jest typowym lewicowcem. Czy też lewakiem – jeśli chciałbym to ująć krócej. Poznaliśmy się w czasach, gdy wszyscy byliśmy lewicowcami, nie wiedząc nawet o tym i on w tym został, z roku na rok coraz bardziej świadomy a ja wyszedłem – również świadomy coraz bardziej. On jest obecnie, jak to się mówi, wykładowcą akademickim, na szczęście z dziedziny fizyki i ma swój, lewacki, sposób patrzenia na świat. Na swojej kurce nosi na przykład tę cholerną błyskawicę, a jego siwe pióra przepasane bywają tęczową opaską.

I tu ma cholerną przewagę, ponieważ ja nie mam już siwych piór, ani żadnych innych, które mógłbym przepasać. Ale to szczegół.

Kłóciliśmy się ostro, choć cokolwiek bełkotliwie. Obawiam się, że prócz nas nikt nas nie rozumiał. Obawiam się również, że nikt nas nie próbował zrozumieć. Jak wspomniano – to było piękne.

Jest on niestety osobą niegłupią, więc moje sprytne argumenty średnio na niego działały tym bardziej, że na pewnym pułapie, na pewnej wysokości oddalenia nasze wizje zaczęły się ze sobą zazębiać. I w tym momencie pomyślałem sobie, że jeśli nasz naród jest odgórnie odzewnętrznie dzielony, to są to w dużej mierze podziały sztuczne a więc takie, które nie przetrwają próby czasu. Ale musi być spełniony jeden warunek – musisz się spotykać ze starymi kumplami i pić z nimi wódę. Inaczej – nic z tego. Inaczej – podział się dokona i będzie się stawał coraz bardziej nieodwracalny. To nic, że sztuczny. Podziału nie obchodzi, czy jest sztuczny, czy prawdziwy. Wystarczy mu jedynie określony okres inkubacji wspomagany nieustannie obcymi źródłami.

Ci, którzy dzielą, świetnie o tym wiedzą, jak sądzę. I podział się utrwali, ponieważ zostaną zastosowane techniki, które wykluczą wspólne nasiadówy (nie chodzi mi wcale o covid, ale coś… bardziej dogłębnego, jakiś nowy system zachowań, jak choćby zlikwidowanie z życia społecznego wspólnych toastów na rzecz zasady – każdy ma swój alkohol i pije kiedy chce, co jest moim zdaniem ważnym ubytkiem w naszej kulturze).

Ale, mimo wszystko, ja, ze swej strony, uroczyście oświadczam, że będę walczył na tym odcinku do ostatniej kropli i mam zamiar takie spotkania kontynuować, choćby wszystkie firmy chemiczne na świecie zjednoczyły się i udowodniły, że wspólne przebywanie ze znajomymi może skończyć się słabo dla mojego słabego zdrowia.

I będę uczył tego swoje dzieci. Jak pisał kiedyś Młynarski:

„dopóki obrus rozściełamy (…)

– przetrwamy”

6 Comments

  1. Ja też będę walczyć, jeśli ktoś mi powie, żę spotkania z innymi to zagrożenie dla zdrowia! Nie prawda! Spotykać się z innymi musimy, pić wódkę z nimi musimy, pięknie się różnić musimy i żyć obok siebie w normalnym, a nie wirtualnym świecie też musimy!

Add Comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *