Inklingowie i pandemia

czarny/ 22 stycznia, 2021

To byli tacy ludzie, którzy się spotykali przy piwku i cygarach, by rozmawiać i rozprawiać na tematy związane z literaturą, z filozofią i tak dalej. Lata trzydzieste i czterdzieste ubiegłego wieku.

Główni Inklingowie to to J. R. R Tolkien i C. S. Lewis. Główni – czyli ci, których znam.

No to przesiadywali sobie, najczęściej w knajpie „Pod orłem i dzieckiem” i prowadzili dysputy. Cytowali także fragmenty tego, co akurat napisali, tych wszystkich wiekopomnych ksiąg, esejów, wierszy.

Gdy o tym czytam, przychodzi do mnie żal. Żal za tym, że ja nie siedzę tak i nie gadam, że w knajpie nie można już palić i że ten klimat już pewnie nie wróci. No i, że nie jestem sławnym pisarzem, który wpływa na miliony ludzi. Taki żal też znam.

Obecnie, w czasach pandemii, nawet gdybym miał paru znajomych Inklingów, to nie mógłbym się spotykać w knajpie „Pod orłem i dzieckiem”, ponieważ byłaby ona zamknięta.

Choć lubię być sam i nie doskwiera mi specjalnie zakaz spotykania się z przyjaciółmi, który uparcie jest przeze mnie przestrzegany, to myślę, że rozmowa w cztery oczy, między ludźmi, którzy o czymś mówią i jednocześnie czekają na to, co powie ich rozmówca, nie może się równać z niczym. Jeśli chodzi o relacje towarzyskie. Chyba zostaje nam to odbierane. Nie wiem, czy celowo, przez jakiś Czarny Zarząd Światowy, który chce mnie zjeść, czy też przypadkiem, który jest wynikiem nieustannego pościgu człowieka za lepszością.

Całe szczęście, że już się trochę nagadałem i wiem, co tracę. Myślę jednak o moich dzieciach – one nie wiedzą. Będą same i samotne jeszcze bardziej niż my, współcześni rodzice.

0 Comment

Add Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *