Indywidualizm i inne przekleństwa

czarny/ 17 czerwca, 2021

Nie umknęło mej uwagi, pewnie Państwa również, że obecnie trwa mocna promocja indywidualizmu. Mówi się, że to jest ważne. Nie wiem dokładnie, gdzie tkwi pułapka (z reguły szukam pułapek, kierując się węchem – za radą Gandalfa), wiem jednak, cały Wschód ze swą myślą mówi raczej o kolektywie, o masie i zbiorowości (lecz inaczej niż Chrześcijaństwo, które mówi o wspólnocie i o jedności). A Zachód, czyli teoretycznie my również mówimy o indywidualizmie. Być może chodzi o to, że narzucany nam indywidualizm jest indywidualizmem pozornym, skłonnym do przekory. Siada on na parapecie, przekrzywia główkę i mówi: najważniejsze są twoje potrzeby, zachęcając  jednocześnie do korzystania z tego, z czego korzystają wszyscy (oczywiście w określonym targecie). I to jest, mam nadzieje, również wyraźnie widoczne.

Z drugiej strony, ten sztuczny indywidualizm powoduje całkowicie nie-sztuczne zmiany. Zmiany te czasem można nazwać upadkami. Na przykład upadek autorytetu, o którym mówione było już tyle, że nie wiem, czy jeszcze jakieś miejsce w tym pomieszczeniu zostało. Nastawieni na siebie – odstawiamy się od innych. To nieuniknione, ponieważ każdy ma określoną miarę uwagi, którą może operować i jeśli skieruję ją mocno na siebie – odbierze ją temu, co go otacza. Przestajemy więc patrzeć na innych i słuchać innych na poważnie. Słuchamy na wyrywki, patrzymy na migawki. To wystarczy, by zwrócić uwagę na lapidarne komentarze aktualnych gwiazd typu: jestem na tak, lub trzeba walczyć o swoje marzenia. Nie wystarczy jednak, by dostrzec czyjąś mądrość bo ta, jak sądzę, jest zawsze dzikim krajem dla obcego i wiele należy po niej spacerować, by docenić jej piękno.

W ten sposób upadają autorytety, potrącane przez nas w biegu, gdy machamy rękami i wołamy: Ja ja ja! To jest raczej smutne, bowiem możliwość poproszenia kogoś o radę rozwiązuje wiele problemów, np. problem braku odpowiedzi. A jest to problem palący. Widać to wyraźnie, jeśli przyjrzymy się tym wszystkim wężom ze swoimi sugestiami, wślizgującym się w powstałą lukę. Są to najczęściej handlowcy. Oni to przyjmują funkcję autorytetów, korzystając z promocji indywidualizmu, który napędzają.

Dla uporządkowania podsumujmy: pozorny indywidualizm powoduje realne zmiany. Upadek autorytetów nie istnieje. Ma miejsce jedynie przekierowanie zainteresowań konsumentów, które wsparte mocarną socjotechniką odbierane jest przez nas, jako całościowe zmiany w naszej świadomości, które dokonują się dzięki czemuś tam (tu można wkleić dowolne z proponowanych rozwiązań: proces historyczny, duch dziejów, nowa moda, prawa człowieka itd.).

Jeśli zdajemy sobie z tego sprawę, czy pozostaje nam coś prócz narzekania? To pytanie, oczywiście prowokacyjne, nie jest jednak głupie, dlatego, że przypomina o możliwości wyboru. A jeśli jest możliwość wyboru, choćbyśmy nie widzieli nawet rodzaju tego wyboru, to na pewno istnieje możliwość popełnienia błędu, ponieważ każdy wybór ma to do siebie, że wybrać można np. źle. Gdy bowiem nie można wybrać źle, to nie jest wybór, tylko oszustwo.

Możemy więc narzekać lub robić coś innego. Ten wpis jednak nie mówi o tym, co w tym przypadku oznacza „coś innego”. Ten wpis dotyczy indywidualizmu, który prowadzi nas do najbardziej atrakcyjnej sieci handlowej. A wybór?

Być może po prostu należy wybrać źle. Źle, to znaczy tak, że nie widać szans na sukces. Skoro mam możliwość popełnienia błędu – skorzystam z niej. Takie założenie wydaje się oczywiście całkiem głupie, ale jest przynajmniej próbą oznaczenia wolności. Tak, jak powiedział kiedyś Theoden, król Rohanu, gdy jego żołnierze narzekali, że pójście z odsieczą Gondorowi będzie wyprawą na pewną śmierć.

Tak, ale i tak pójdziemy, na chwałę wierności! (lub jakoś podobnie)

Chciałbym stworzyć dla siebie nową, świecką tradycję. Nową, świecką regułę zakonną. Brzmiałaby ona: pisz o sobie, myśl o innych, zacznij przynajmniej od tego. Nie byłoby to pewnie męstwo, ale świadectwo istnienia – a to też chyba ważne tam, gdzie o męstwie trudno mówić.  Byłby to rodzaj halsowania, pod wiatr dziejowej dialektyki, z nadzieją na to, że dopłynę do lądu, gdzie ucałuję odnaleziony, odbity w piasku ślad stopy człowieka. W ten sposób, poszukując innych, wołając do nich, choćby bezskutecznie, mógłbym powiedzieć na koniec: Nie udało mi się. A takie stwierdzenie określa podjętą próbę. Czy to dużo, czy mało?

7 Comments

  1. Troszkę filozofowanie na siłę, popierane przykładami i cytatami z postaci ze średniej klasy książek. Nie krytykuję tylko trudno tu doszukiwać się jakiś wartościowych, czy ponadczasowych przemyśleń 🙂

    • Jeśli trudno, to smutno. Aczkolwiek „cytaty ze średniej klasy książek” mnie zastanowiły – widzę tu jedną tylko książkę. Stąd wyciągam filozoficzny wniosek, że o ile filozofowanie na siłę jest faktycznie kiepskie – 0 tyle krytyka na siłę wcale nie lepsza. A raczej – sztuczne dobieranie średnio pasujących argumentów. Patrząc jednak z trzeciej strony: komentarze tego typu, jak ten pański są dziesięć razy cenniejsze, niż mechanicznie wklepane podmioty i orzeczenia, z którymi wszyscy często się spotykamy.

      • Racja. Liczba mnoga został użyta na wyrost. Tym chyba gorzej. Ale cieszy, że indywidualizm komentarza przypadł do gustu. Wszak rzeczywiście większość to sztampa generowana po przeczytaniu jednego zdania, a nie całej treści.

  2. hm… czuję ten wpis, choć myślę, że autorytety same się zdegradowały konsumpcjonizmem, a to co nazywa się indywidualizmem przeczy znaczeniu i naturze tego określenia. Indywidualizm zawsze oznaczał pewną osobliwą, wyróżniającą się, unikalną jakość o pewnej społecznej wartości, nie zaś (jak się to dziś przekazuje) byle inność, byle odmianę, nawet brzydotę za cenę wyróżniania się z tłumu. Pozbyliśmy się subtelności w wielu sferach i nasze nazywanie wielu spraw staje się wyzute ze znaczenia. brzmimy tak nieczule jak znudzona żona, w nieudanym małżeństwie z 20-letnim stażem i tak też wygląda nasz na siłe wykrzesany indywidualizm. Wierzę jednak, że prawdziwy indywidualizm rodzi się w ciszy i skromności. Wypływa nienachalnie na wierzch. Wybór zaś daje nam możliwość ustanowienia własnych autorytetów. Mimo złych wyborów, możemy ich dokonywać i je zmieniać w nieskończoność póki trwamy 🙂 dziękuję za wpis

    • Ale ładne! Natomiast tekst „brzmimy tak nieczule jak znudzona żona” jest naprawdę genialny. Właściwie można by nim zastąpić około 50% procent mojego wpisu. Byłoby krócej i trafniej. Bardzo dziękuję za komentarz.

Add Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *