Dżins na betonie

czarny/ 26 lutego, 2021

W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku (jak to brzmi!), gdy wybuchł, a potem przygasł Stan Wojenny, wiele branż cywilnych zaczęło się mundurować. Na przykład mój ojciec, który pracował w Zakładzie Energetycznym, dostał elegancki mundurek, w którym miał paradować na różnych uroczystościach zakładowych. Najprostsze, co przychodzi na myśl, to próba umundurowania większej ilości obywateli, w celu utrzymania większej dyscypliny. To jest trend charakterystyczny dla państw, będących w orbicie wpływów Związku Radzieckiego i w sumie nikogo to nie dziwi.

Jednocześnie ja, będąc w owym czasie uczniem szkoły podstawowej, pozbywałem się, wraz z rówieśnikami, swojego mundurka szkolnego. Wszyscy szczerze nie cierpieliśmy tych mundurków, zwanych wtedy fartuszkami i na zdjęciach klasowych z kolejnych lat widać ładnie, jak przebiegał proces naszego wyzwalania się. Rok 1983 – jedna osoba na zdjęciu nie ma fartuszka (chłopak, syn pani psycholog, najbystrzejszy z nas); rok 1985 – trzy osoby w klasie są w fartuszkach, reszta już w łachach cywilnych.

To była wolność, w naszym mniemaniu, bunt, w naszym mniemaniu, i chyba dorosłość w naszym mniemaniu. W każdym razie – bawiliśmy się świetnie.

Czemu ówczesne władze pozwalały na to? Branża odzieżowa to przecież jedna z ważniejszych gałęzi gospodarki. Idą za nią wielkie kontrakty i ostre rozgrywki. To trochę tak, jakby nastąpiło przetasowanie we władzach i w interesach, które wtedy z władzą były sprzężone. A przecież wtedy wszystkie interesy były sprzężone z władzą…

Obecnie, obserwując pokazy mody, te w telewizji i te na ulicach, widać wyraźnie, że moda jest ściśle powiązana z cięciem kosztów produkcji. Powszechne parcie na szmaty – jestem o tym przekonany – zostało nam narzucone przez wielkie odzieżowe marki, które, zjednoczone we wspólnych wytycznych, lansują biedę ze znaczkiem, w którą konsument powinien się zaopatrywać. I być przy tym dumny, że ma znaczek, który jest symbolem wysokiego statusu. Perkal i paciorki.

Jeśli ktoś ma ochotę niech zerknie sobie na modę poszczególnych dziesięciolatek XIX, XX i XXI wieku. Coraz bardziej prymitywnie, coraz mniej materiału. Po prostu bida z nędzą galopuje, aż mi nas żal (zwłaszcza kobiet).

Podobnie rzecz wygląda w sztuce użytkowej, architekturze… we wszystkim chyba (np. modny ostatnio szlifowany beton). Przy czym ciekawe jest, że korzystając z coraz bardziej ubogiej oferty jesteśmy święcie przekonani, że wszystko, co nas otacza jest coraz lepsze.

Nasi polscy komuniści zawiadywali małym obszarem rynku, na którym robili sobie malutkie interesy. Od czasu gdy, jak powiadają, otworzyliśmy się na świat, do naszego morza wpłynęły grube ryby i szczupaki, których interesy nie są już małe. My łykamy to wszystko, bo po prawdzie, nie mamy innego wyjścia. Świadomie lub nie – uczestniczymy w procesach pozyskiwania tanich surowców, transportu, taniego szycia i kolorowych reklam, dzięki którym wierzymy, że wybór marki jest odbiciem prawdy o nas.

Cóż. Ja uwielbiam dżinsy, chodzę w dżinsach od zawsze i mam nadzieję, że umrę w dżinsach. Przyzwyczaiłem się nawet do dziur w dżinsach. Czy ja je wybrałem, czy one wybrały mnie?

6 Comments

  1. Dżins jest doskonały i pasuje do wszystkiego! Nie dziwię się, myślę, że to on wybrał Ciebie 😀 Jeju, ja pamiętam natomiast wprowadzenie mundurków szkolnych kiedy chodziłam do gimnazjum. To był jakiś koszmar, u nas wybrano takie paskudne granatowe podomki, które się narzucało na ubranie. Śliskie to było, sztuczne i niepraktyczne, a do tego wszyscy cały czas o tym zapominali xD

  2. Nie wiem czy jako wieczny klient lumpeksów odnajduję siebie w tym poście, raczej byłam wiecznie buntownikiem bez powodu i jak coś było modne to natychmiast to porzucałam. Wyrosłam z tego na szczęście i idę we własną wygodę.

Add Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *