Czcij Ojca swego i Matkę swoją – którzy wymuszają

czarny/ 10 marca, 2021

To trudny temat, ponieważ nie wiadomo, od której strony do niego podejść i dokąd uciekać, gdy zrobi się gorąco.

Na początek przyjmijmy roboczo, że mamy normalnych rodziców. To znaczy – wydaje nam się, że są to normalni rodzice i żyjemy z takim przekonaniem, nie zastanawiając się nad nim. W pewnym momencie przychodzi ktoś z zewnątrz i mówi: twoi rodzice cię skrzywdzili. Albo: zrobili ci wiele złego. Albo: są szurnięci. A ty stoisz i myślisz, potem siadasz i myślisz i nie wiesz.

Wydawało ci się bowiem, że rodzice zachowywali się mniej więcej normalnie, jak to rodzice, tu lepiej tam gorzej i byli po prostu rodzicami. Jednak na wskutek informacji zewnętrznej (ale nie byle jakiej, tylko poważnej, na przykład małżonka) możesz dojść do wniosku, że to wszystko wcale nie było takie normalne, normalno-neutralne, tylko mające ogromny, zły wpływ na to, kim teraz jesteś i jaki jesteś. Większość twoich wad jako dorosłego, brak dojrzałości, przytłumienie, lęki, nieumiejętność podejmowania decyzji, czy cokolwiek innego złego – to w prostej linii efekt ich sposobu wychowania. Trudność dodatkowa: jesteś jedynakiem i nie masz z kim się porównać.

I teraz, co robić, dziecko? Z jednej strony miło by było zwalić wszystko na innych, a samemu ułożyć w fotelu i pogryzać paluszki. Ze strony drugiej natomiast – ha! Czy aby na pewno? Czy nie za prosto? Czy uczciwie?

Psychologowie od dziecięcych oczu twierdzą, że dzieci nieustannie wpatrzone są w rodziców, którzy są dla nich wszystkim, a przede wszystkim odnośnikiem do całej reszty. Punktem początku. Gderającą klauzulą sumienia i systemem wartości. Gwardią kardynalską, domowym bestsellerem, misiem – przytulanką a także wzorcem miar i wag. Jeśli tak jest, to rzeczywiście nie da się zignorować ich wpływu na dzieci. I nie da się ominąć go w drodze do dojrzałości. Tylko, że to nie wszystko, bo wierzymy (przynajmniej ja) w wolną wolę człowieka, w wybory oraz konsekwencje wyborów, w które jesteśmy ubrani jak w buty ze skóry grzechotnika, symbolizujące wolność jednostki. Dlatego najgorzej jest, gdy próbuje człowiek być uczciwy i równo odmierzyć pomiędzy tym, co wsadzili nam do głów mama i tata a tym, co wepchaliśmy tam sami. Miota się taki uczciwy człowiek i stęka, aż żal patrzeć.

No to inaczej. Czym zajmują się ci, którzy noszą nazwę toksycznych rodziców? Zajmują się tak zwaną grą w kulki. Toksyczni rodzice, niedbali, leniwi, nieodpowiedzialni, źli, nadopiekuńczy, niespełnieni, przestraszeni, wszystkowiedzący zajmują się grą w kulki, czyli niewłaściwym traktowaniem tego drugiego, małego człowieka. Najczęściej jest to wymuszanie, cielesne lub pozacielesne, świadome lub nie, wymuszanie na dziecku wpasowania się w ten karton, który nazywany jest wychowaniem. Karton, czyli wychowanie, jest potrzebne, ale jeśli jest on za mały, lub krzywy, lub wsadzony pod spód kuchennego stołu, to dziecko, gdy już go wreszcie opuści nosi wszystkie jego cechy. Jest więc za małe (czyli, na przykład ma mikroskopijną świadomość własnego piękna), albo krzywe (czyli, na przykład ma ukośne spojrzenie na zło i dobro), albo wsadzone pod blat stołu (czyli, na przykład uważa, że nie potrafi stanąć prosto). Ale czy z tego wynika, że wszyscy rodzice są źli? Nie, to absurd!. Ale w sumie, jakby się zastanowić, to na każdego można znaleźć haka, albo dwa, albo piętnaście. I zawsze można się tym podeprzeć, jeśli ktoś czuje potrzebę. A wielu z nas czuje potrzebę.

W tym momencie nastał czas na odrobinę prywatności, czyli zwierzenia. Mam wiele wad i robię w głowie kalkulacje, jaki procent z nich mogę podpisać: nie moja wina. To byłoby łatwe i przyjemne, ale uwaga: to, że coś jest łatwe i przyjemne nie oznacza, że nie jest prawdą! A cóż to jest prawda, że powtórzę za klasykiem? Prawda to jest takie coś, co nas wyzwoli. Ale jak mam dojść do tej prawdy, skoro do jednej strony moich ocen przyczepiona jest moja wygoda i moja chęć pozbycia się win, a z drugiej wiszą biedni rodziciele, którzy dali mi życie i wypuścili w świat?

W ten sposób dochodzę do opisania wniosku, do którego doszedłem. Doszedłem więc do wniosku, że prawda w tym przypadku nie jest taka ważna. Chyba. Wbrew pozorom, wbrew intuicji – nie jest tu najważniejsza. Myślę tak dlatego, że odkrycie prawdy w przypadku historii, których nie znamy i nie poznamy jest niemożliwe. Trzeba więc ją zastąpić. Czym? Miłością oczywiście, ale spokojnie, już tłumaczę, nie skończę na takiej odpowiedzi, która u wielu może spowodować torsje. Prawdę w tym przypadku trzeba zastąpić:

a) wychowaniem swoich dzieci, które będzie lepsze;

b) pamięcią o życiu, które otrzymaliśmy za darmo;

c) naszą mądrością, która potrafi wszystko wytłumaczyć, nawet wielopokoleniowe błędy starych.

I to tyle, czyli prawie nic. Ale i tak postanowiłem, że zacznę im (rodzicom) odpowiadać. Przynajmniej odpowiadać. Żeby zauważyli (wątpię), że jest inaczej, niż im się uklepało w głowach. Bez wyrzutów, bez pretensji, delikatnie – postanowiłem zrzucić ich z pleców.

13 Comments

    • Ogromna odpowiedzialność. I ja się z tym zgadzam. Jednak zastanawia mnie, czy obecnie tej odpowiedzialności się nie powiększa jeszcze bardziej, aż za bardzo… Nie wiem, tak tylko się zastanawiam.

  1. Na to jakimi jesteśmy ludźmi decydują trzy rzecz: środowisko, geny i to coś co czyni nas wyjątkowymi. To prawda, że największą rolę odgrywają rodzice. Prawda jest taka, że czasami dostajemy coś zbędnego, czasami nie dostajemy tego, czego naprawdę pragniemy. Przepracowanie niektórych rzeczy z dzieciństwa jest niezbędne i pozwala iść na przód. Trzeba pamiętać, że nasi rodzice byli wychowywani przez swoich rodziców i tak dalej. Ile jest rodziców w nas samych, to indywidualna sprawa. Stąd tyle mówi się o ego stanach:rodzic, dziecko i dorosły. Długo by pisać. Zapraszam na mojego bloga Dziennikarskie inspiracje blog Marta Wiechowska. Tam dużo mówię na ten temat.

      • Ego Stany – w każdym z nas jest dziecko, rodzic i dorosły. Dziecko, czyli pragnienia, marzenia, spontaniczność, rodzic – to co zostało nam wpojone przez opiekunów i dorosły – własne spostrzeżenia na temat i świata. Stąd tyle się mówi o niezaopikowanym dziecku, do którego trzeba dotrzeć, by pójść dalej. Rodzic, przekładanie wychowania na resztę życia i dorosły, czyli to co jest nasze.

Add Comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *