Anioły

czarny/ 30 listopada, 2020

Pulchne bobaski ze skrzydełkami.

Ewentualnie niby-elfy, też ze skrzydełkami.

Rzadko się zastanawiam, jak bardzo są potężne. Nie wiem.

Wiem tylko, że są duchami, jeśli więc mają skrzydła, to takie przeźroczyste, jak z dobrej pajęczyny.

Wiem też, że mój Anioł jest przy mnie cały czas, przy mnie. Siedzi albo stoi, może się unosi? W każdym razie, na brak roboty nie narzeka.

Anioł potężny i patrzący w stronę, kiedy mnie zamęt porywa światowy – tak, mniej więcej, pisał Norwid, i ja wtedy chyba po raz pierwszy zacząłem się zastanawiać.

Wydaje mi się, że jesteśmy hobbitami z Shire, o które gdzieś tam, w wielkim świecie Śródziemia, toczy się gra, to znaczy wojna. Pielimy swoje ogródki źli, jak zielsko obrodzi, i czasem słuchamy opowieści z dalekich krajów. Posłuchamy, posłuchamy i wracamy do swego pielenia, a jeśli czasem przyjedzie ktoś z daleka i opowiada, o mocach i potęgach, demonach i mieczach – zniecierpliwieni machamy łapkami. 

Czy on nie widzi, że mamy na głowie poważne rzeczy?

Czy on nie widzi?

Widzi i walczy, chroni i służy.

On, potężny. 

Dziękuję ci, mój Aniele.

0 Comment

Add Comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *