Abstrakcja krowy

czarny/ 24 lutego, 2021

Pismo wynaleziono po to, żeby można było łatwiej liczyć krowy. Tak wyczytałem w książce Wieki brązu i żelaza Szymona Modzelewskiego. Najpierw więc liczono krowy (owce, jednorożce, cokolwiek). Następnie, gdy tych krów stawało się zbyt dużo – zaczęto stosować tokeny (czyli figurki np. krowich łbów), z których każdy symbolizował jedną krowę. Następnie tokeny stawały się coraz bardziej abstrakcyjne (bo i tak wiedziano, że chodzi o krowę) – czyli łatwiejsze do wykonania. W końcu wynaleziono dzbanek z symbolem krowy, do którego można było wrzucać cokolwiek, choćby kamyki. Jeszcze łatwiej – bo dzbanek z symbolem krowy był jeden, a stado krów mogło liczyć tysiące sztuk (takie stada bywały już w neolicie). Następnie ktoś wpadł na pomysł, że nie ma potrzeby wrzucać do garnka tokenów – łatwiej będzie taki garnek i jego zawartość nagryzmolić na czymś w miarę trwałym. I tak powstało pismo.

To jest oczywiście skrócona wersja tej ewolucji, ale myślę, że warto pamiętać o jednym: pismo zostało stworzono w celach administracyjno-fiskalnych. Nie poematy, nie dyplomacja, nie donosy, tylko kwatermistrzostwo i logistyka.

W tym miejscu pomyślałem sobie, że gdyby człowiek dysponował u rąk palcami w liczbie dziesięciu tysięcy – pismo zostałoby wynalezione znacznie później. Żart.

Co dalej? Dyplomacja. Najstarszy zachowany list, to pogróżki wysłane przez jednego z summeryjskich władców (nie pamiętam imienia, nie znam człowieka) do burmistrza odległego miasta zasobnego w kopalnie i kopaliny. Jak mi nie oddasz tych kopalin, to twoje miasto zaoram wołami, twoje kobiety zgwałcę, synów twoich przerobię na pietruszkę itd. – tak to mniej więcej brzmiało, choć transkrypcja nie jest dosłowna. Heh.

No i, żeby nie przedłużać, dochodzimy do pisma w znanej nam formie. XXI wiek – cała Polska czyta dzieciom. Ważne pytanie: co czyta? Nie zadaje się jednak tego pytania. Wspomniałem już o tym w poście Czytelnictwo debili i wspomnę jeszcze nie raz, do cholerki. Jednak teraz nasunęła mi się na głowę nowa myśl: czy nie jest tak, że czytelnictwo jest formą nieróbstwa? Że czytanie odpycha działanie? Bo że jest jedną z głównym form eskapizmu – to wiem na pewno. No i dlaczego czytanie czegoś, czegokolwiek, jest tak mocno promowane? Czy naprawdę w grę wchodzą tu jedynie interesy drukarzy? Nie sądzę.

Wiadomo, że ważna jest indoktrynacja. Poprzez oczy, rozmarzone buchającą wyobraźnią, można wiele bzdur kłaść do głów, zwłaszcza młodych. No i kolejny raz: czy chodzi jedynie o indoktrynację (bez znaczenia, jak to nazwiemy – propaganda, przekaz, propagowanie, pressing, krzewienie, agitacja…)?

A może chodzi o nicnierobienie? O ten charakterystyczny smutek w oczach, biorący się z braku aktywności a utożsamiany z mądrością nabytą? Książka (najlepiej przygodowe soft-porno) jako preludium telewizora; telewizor jako preludium Internetu..? I tak dochodzimy do człowieka, czyli istoty dostojnie spożywającej paszę, z wtłoczonym do głowy nośnikiem. Porównanie z Matrixem nachalnie się narzuca, ale nie jestem pewien, czy o to mi chodziło…

Chodziło mi raczej o myślenie abstrakcyjne, które ma w sobie niebezpieczeństwo stagnacji, bezruchu. Z jednej strony takie myślenie wyróżnia podobno człowieka spośród innych gatunków, z drugiej jednak jest przyczepione do Chaosu, jak, nie przymierzając, do zbawienia. Myślenie abstrakcyjne z powoduje wiele wynalazków, to pewne. Myślenie abstrakcyjne pozwala kontemplować sztukę. Myślenie abstrakcyjne jest początkiem duszy. Czy na pewno?

I nie chodziło mi o to, że najpierw liczyliśmy krowy, a teraz stajemy się tymi krowami. Chodziło mi o to, przestajemy być wierni rzeczywistości, odchodzimy od niej, lekceważymy ją i gardzimy. Odpływamy w siną dal infantylności. Czemu? Nie wiem. Komuś na tym zależy? Nie wiem. I żeby nie było potem płaczu, że nas nie ma, albo, że nas nie widać!

No tak, nakrzyczałem na czytanie a sam czytam dużo. O co mi chodzi? Może o to, co powiedział przed śmiercią św. Tomasz? Że wszystko, co napisał, to słoma.

Ale na słomie leży Bóg…

6 Comments

  1. O tych krowach nigdy wcześniej nie słyszałam, ale brzmi całkiem logicznie. Co do czytania, wiem, że od jakiegoś czasu jest moda na delikatne lansowanie: „Nie interesuje mnie tania rozrywka w TV i Internecie, ja CZYTAM książki. Ha! A mało Polacy w ogóle czyta…”. Po czym widzi się tytuły tychże dzieł i wychodzi, jak bardzo zakpiono z nas w szkołach czy innych tego typu miejscach, wkładając do głów, że książka zawsze niesie za sobą wartość intelektualną. No nie. Tylko, co z tego? Niech każdy sięga po to, co lubi. Na szczęście już minęły czasy, w których ludzie ustawiali tomiska klasyków na półkach w salonie – chociaż ani razu ich nie otworzyli – za to wszyscy mogli zobaczyć, że tu mieszka inteligencja.

    • Z tym snobizmem to nie było takie złe do końca. Moi rodzice mieli np. Dzieła Zebrane Słowackiego. Chyba 7 tomów. Gdy to później czytałem – kartki nie były jeszcze rozdzielone. Po prostu świeżo z drukarni. Ale dziecko moich rodziców, czyli ja, sięgnęło po te książki dlatego właśnie, że stały na półce. Myślę więc, że mimo wszystko lepsze to, niż całkowity brak książek w przestrzeni domowej 🙂

Add Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *