Abraham nie zdał?

czarny/ 8 kwietnia, 2021

W momencie, gdy Bóg nakazał Abrahamowi zabić jego dziecko, to co On (Bóg) mu właściwie powiedział? Wczoraj dowiedziałem się, że niekoniecznie te słowa trzeba przekładać tak, jak są powszechnie przekładane. Bo niekoniecznie chodzi o to, by Abraham Izaaka zabił, ale o to, by go „wyniósł”, „podniósł” na pagórku. Ale może też chodzić o to, żeby go zabił. Ksiądz, który o tym opowiadał, Dominikanin zresztą, nazwał to węzłem interpretacyjnym. Ciekawe określenie. Abraham miał przed sobą wybór dotyczący zrozumienia tych słów. Zrozumiał tak, jak zrozumiał. Wszedł na górę i wyciągnął nóż.

Bóg powstrzymał go w tak zwanej ostatniej chwili i do tragedii nie doszło. Jeśli miałaby to być tragedia, bo jakby się tak zastanowić, to czy Bóg choć przez chwilę mógłby pragnąć ludzkiej tragedii?

Interpretacja, która do tej pory była moją ulubioną, to jest ta, że Isaak mówi w pewnym momencie: Ojcze, ale gdzie baranek? I potem, po jakimś czasie przychodzi Jan Chrzciciel i mówi: Oto baranek pokazując palcem (nieładnie!) na Jezusa. I to jest odpowiedź na pytanie, które przed wiekami zadał syn, prowadzony przez swojego ojca na pagórek w celu uśmiercenia.

Można tu dodać, dla porządku, że w czasach Abramowych składanie krwawych ofiar było, by tak nieładnie powiedzieć – normą. Składano takie ofiary, z dzieci również. Być może dlatego Abraham nie był specjalnie zdziwiony, gdy usłyszał polecenie od Boga. Mogło mu się tylko zrobić przykro, bo przecież sam był od dawna przekonany, że żadnego syna nie będzie miał, bo jest za stary na takie zabawy, podobnie jak jego szanowna małżonka Sara (90 lat). No i wtedy przychodzi Bóg (w dodatku w postaci trzech wędrowców) i mówi mu, że wkrótce będzie miał syna. Sara w śmiech. A jednak, jak to dyskretnie napisano, w krótkim czasie urodził im się syn. Czyli radość w rodzinie. No i teraz potem trzeba go zabić. Po pierwsze: gdzie tu logika, a po drugie: przykro.

Abraham jednak nie dumał specjalnie nad tą kwestią. Co więcej, zinterpretował polecenie w najgorszy z możliwych sposobów. Czemu tak zrobił? Być może, jak już wspomniałem, był przyzwyczajony do takich zagrań bogów, z którymi miał wcześniej do czynienia. A być może… nie wiem.

O co mi chodzi? Często, chcąc doszukiwać się znaków od Boga, grzebiemy palcami w bagnie, które nam się przytrafiło. To, co jest złe, oddajemy Panu Bogu przy czym, dla higieny, możemy dorzucić do tego swoją winę. Wtedy, w naszych oczach, jesteśmy bardziej autentyczni. Wiadomo, że Bóg, ale pewnie miał powód (czyli coś w rodzaju zemsty, a przynajmniej kary). Odpychamy myśl, że to, co dobre, może być zesłane przez Boga. A w zasadzie, że to, co dobre, jest tylko małym odblaskiem tego, co Bóg dla nas przygotował, mierzone na nasze skromne możliwości percepcji.

Bóg chciał powiedzieć Abrahamowi: Nie jestem tacy jak inni, nie interesują mnie żadne ofiary, bo to głupota i w dodatku straszna rzecz. A Ty, Abrahamie odzwyczaj się od złego! Nie ma złego ode mnie. Całe zło, to efekt naszej kłótni, o której już dawno zapomniałem i marzę, byś i ty zapomniał. Dlatego nie chcę żadnej ofiary – ja sam złoże ofiarę, jako wyraz mojej postawy wobec was – ludzi. Byście uwierzyli, że niewiele wiecie. Byście uwierzyli w dobro, które malowane jest poza zmysłami i poza czarną mgłą waszych przypuszczeń. Byście się otrząsnęli z tej smoły, którą wam wymazano oczy i uszy.

Tak więc, czy Abraham nie zdał egzaminu? Ja myślę, że mimo wszystko zdał. Słowa Boga zrozumiał źle, ale i tak chciał wypełnić Jego wolę. Abraham miał prawo, bo żył w dawnych czasach, w których nie było jeszcze Katechizmu Kościoła Katolickiego i nie mógł w nim doczytać, jeśli czegoś nie wiedział.

My jednak mamy już gdzie doczytać. Dlaczego więc zwalamy tak łatwo winę na Boga lub – myśląc, że w ten sposób objawiamy naszą wiarę – na siebie? Nie strząsnęliśmy jeszcze smoły z uszu. Ja na pewno nie.

2 Comments

Add Comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *